wtorek, 15 marca 2011

Otwarte fundusze emerytalne

Znowu wątek odżył w polityce.
Pozornie istnienie funduszy emerytalnych ma zwiększyć przyszłe emerytury. Ale od samego początku (kilkanaście lat temu, czyli nawet dziecko wie o co chodzi) pomysł mi się nie podobał.

Otóż fundusz inwestycyjny to takie eleganckie określenie na coś, co jest bandą spekulantów, czyli cwaniaków żerujących na cudzej pracy.
Inwestują oni nie swoje pieniądze, biorąc od tego prowizję. Chociaż słowo inwestowanie nie jest tu właściwe, po prostu skupują akcje, papiery wartościowe i towary na giełdach, kiedy spodziewają się wzrostu ich cen, oraz sprzedają kiedy tracą na wartości. Ale zarobione w ten sposób pieniądze nie biorą się z niczego, pochodzą z kieszeni wszystkich. Spekulant zyskuje, wszyscy inni tracą, czyli to forma kradzieży. Spekulacja jest działaniem aspołecznym, szkodliwym, gdyż nie daje społeczności żadnej wartości dodanej, nie tworzy niczego nowego (towarów lub usług), tylko wyzyskuje.

Wyjaśnię ten mechanizm na przykładzie otwartych funduszy emerytalnych.
Część składki na emeryturę z nakazu państwowego prawa trafia do spekulantów. Ci na dzień dobry mają z tego sporą prowizję, za samo przyjęcie cudzych pieniędzy. Czyli nie muszą nic więcej robić, by dobrze zarobić. Nic nie ryzykują, bo nawet jak stracą, to państwo gwarantuje zwrot.

Ale aby jeszcze więcej zarobić, inwestują.
Najłatwiej spekulantom po prostu kupić obligacje rządowe, które państwo emituje by pokryć swoje wydatki, i deklaruje się w przyszłości wykupić je po z góry określonej, wyższej cenie. Wykupuje oczywiście z wpłaconych podatków. Czyli fundusz zarabia, przyszłe emerytury rosną, lecz pieniądze na ten cel pochodzą z płaconych przez przyszłych emerytów podatków. Kreatywna księgowość.
Można inwestować też w akcje czy surowce. Fundusz zarabia, przyszłe emerytury rosną, lecz pieniądze na ten cel pochodzą m.in. z wyższych cen paliwa czy cukru, jakie płacą przyszli emeryci.

Tak czy siak, przyszli emeryci zapłacą z góry za swoje emerytury, a przy okazji dadzą zarobić cwaniakom.

Gdyby ludzie część składki na emerytury wpłacali do banków, albo jeszcze lepiej wykupowali obligacje rządowe, to mieliby wyższe emerytury, bez obowiązkowego dzielenia się zyskiem.

I nie ma tłumaczenia, że jak obligacji rządowych nie wykupią fundusze emerytalne, to kto inny wykupi. Jeśli państwo pilnie potrzebuje dodatkowych pieniędzy, może sprzedać obligacje bezpośrednio swoim obywatelom. Choćby przymusem, np. powiększając nieco podatki, ale jednocześnie deklarując się w przyszłości (np. za 3 lata) zwrócić podwyższoną kwotę wraz z odsetkami. Taka forma pożyczki zaciągniętej u obywateli. To w perspektywie będzie znacznie mniejszym obciążeniem dla obywateli, bo żaden spekulant na tym nie zarobi.
Najlepiej by w ogóle było deficytu budżetowego, gdyż te pieniądze nie biorą się znikąd. To taki zakamuflowany sposób wyciągania pieniędzy podatników. Rąbią w biały dzień, myśląc, że nikt nie zauważy.

-----
A rząd, planując system emerytalny, powinien wziąć pod uwagę możliwy znaczny skok długości życia ludzkiego w przyszłości (prawdopodobnie kilkukrotny).

Inną zmianą, którą przyniesie przyszłość, będzie pojawienie się źródeł energii, których nie da się opodatkować, podobnie jak pojazdów nie wymagających paliwa. Bo z paliwem też jest przekręt - zarabiają wydobywcy, spekulanci, producenci, państwo poprzez podatki, a wszytko to z kieszeni zwykłych ludzi, zmuszanych do korzystania z silników spalinowych brakiem jakiejkolwiek innej alternatywy.
Biznes naftowy jest specyficzny, nie wymaga wiedzy, umiejętności myślenia, innowacyjności. Ma się produkt, który sam się sprzedaje w każdej ilości, gdy zmniejszy się ilość produktu, ceny rosną i zyski też. Każdy przedsiębiorca by tak chciał.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Otwarty Fundusz Emerytalny (czy w ogóle fundusz inwestycyjny założony żeby oszczędzać na emeryturę - jako III filar) to najlepsze rozwiązanie przy obecnym trendzie demograficznym. Ale muszą być spełnione dwa warunki:
1. Prowizja za prowadzenie funduszu pobierana od wypracowanych zysków a nie składek.
2. Brak odgórnego, rządowego nakazu w co mają być inwestowane składki (tak, teraz jest państwowy nakaz inwestowania minimum 60% w obligacje Skarbu Państwa).
dodatkowy punkt 2a. Stworzenie różnych portfeli inwestycyjnych dla różnych grup wiekowych (im bliżej emerytury tym bardziej bezpieczne i zachowawcze inwestycje, młodzi przez 30-40 lat do emerytury i tak odrobią ewentualny spadek a na spadkach najwięcej się zarabia, gorzej jakby spadek był tuż przed przejściem na emeryturę).

A wzrost wartości jednostek funduszy inwestycyjnych nie bierze się z powietrza ani okradania ludzi tylko z ciężkiej pracy (oczywiście nie właścicieli funduszy). To się nazywa wzrost gospodarczy.

MaRa pisze...

To pozornie najlepsze rozwiązanie.

"Zysk" z obligacji Skarbu Państwa pochodzi po prostu z wpłacanych przez ludzi podatków. Czyli to wyprowadzanie części budżetu w prywatne ręce.
Pośrednio może to być element wpływu państwa na gospodarkę, ale minimalny, dużo większy mają zamówienia publiczne (państwo jest największym konsumentem).
Tu dobrze państwo zrobiło, nakazując OFE wykup obligacji, bo przynajmniej zyski nie idą za granicę, tylko na emerytury.

Zysk ze wzrostu gospodarczego pochodzi ze zwiększania się wartości akcji spółek notowanych na giełdzie. Wtedy to faktycznie jest inwestycja - akcjonariusze dają pieniądze ale nie mają pomysłu na biznes, firma wie jak zarobić ale nie ma wystarczających własnych funduszy. Obydwie strony z korzystają z tego układu.
Jednak o tej ewentualności nie wspominałem we wpisie, bo z racji ryzyka takich inwestycji tylko niewielka część zysku OFE pochodzi z akcji.
Na dłuższą metę to nie do końca się sprawdza, gdyż gospodarka nie może rosnąć w nieskończoność, zyskują na tym ci, którzy w porę się wycofują zanim pęknie bańka spekulacyjna, reszta traci.

Natomiast "inwestycje" na giełdach towarowych (np. ropa, cukier) to już czysta spekulacja, na której zwykli konsumenci tylko tracą. Polega to po prostu na przewidzeniu, że dany towar będzie w ograniczonej ilości, więc się go wykupuje by sprzedać dużo drożej, gdyż nie będzie innych źródeł czy substytutów.
Drastycznym przykładem takiej spekulacji było podnoszenie cen żywności i wody na terenach dotkniętych powodzią - nikt nie powie, że to pozytywne zjawisko dla kogokolwiek prócz sprzedawcy.

Anonimowy pisze...

"Jednak o tej ewentualności nie wspominałem we wpisie, bo z racji ryzyka takich inwestycji tylko niewielka część zysku OFE pochodzi z akcji."

Dlatego napisałem o portfelach inwestycyjnych. Na początku nawet 100% składki powinno być inwestowane w akcje żeby zapewnić dynamiczny wzrost środków na koncie. Później wartość ta powinna maleć i być systematycznie zastępowana pewnymi inwestycjami (np. obligacjami) tak żeby przed przejściem na emeryturę nawet 100% stanowiły inwestycje bezpieczne (na których na pewno się nie straci).

"Na dłuższą metę to nie do końca się sprawdza, gdyż gospodarka nie może rosnąć w nieskończoność,"

Odkąd powstały giełdy papierów wartościowych cały czas notowany jest wzrost (to już będzie kilkaset lat). Oczywiście w międzyczasie zdarzają się kryzysy, ale jak ktoś inwestuje systematycznie i długo (np. co miesiąc płaci składkę emerytalną) to tym lepiej na tym wyjdzie im większy spadek. Może wtedy za tą samą kwotę (miesięczną składkę) kupić więcej akcji, które wtedy mają małą wartość. Po zażegnaniu kryzysu i odbiciu się indeksów giełdowych przyszły emeryt ma dużo akcji kupionych tanio, które mają teraz wielokrotnie większą wartość.
Niestety mało się o tym mówi i dla większości społeczeństwa podstawy ekonomii to czarna magia. Najgorsze jest to, że Polacy bardzo dużo oszczędzają na tle innych krajów ale mało z tego mają bo nie oszczędzają mądrze - po prostu nie wiedzą o innych możliwościach niż z reklam banków (wyjątkowo korzystne inwestycje... dla banków).

MaRa pisze...

Jeśli chodzi o tendencje demograficzne, to spadek liczby urodzeń nie jest wielkim problemem, gdyż będzie rekompensowany przez wzrost liczby emigrantów. Teraz wolą inne kraje, typu Niemcy, Wielka Brytania, Francja. Ale wkrótce się okaże, że tam jest dla nich za ciasno, za duża konkurencja ze strony innych emigrantów. A w Polsce może mniej zarobią, ale łatwiej znajdą pracę.

Wzrost długości życia to faktycznie "problem", przesuwać wieku emerytalnego nie można w nieskończoność. Jeśli badania nad procesem starzenia skończą się sukcesem, a to może się stać w każdej chwili (jutro, za rok, za pół wieku, nie wiadomo), to będzie jeszcze większy problem. Nikt nie zmusi ludzi do pracy przez kilkaset lat, szczególnie jak nie lubią swojej pracy. Zakazać przedłużania życia też się nie da, bo ludzie to obejdą. Szczególnie najbogatsi, a reszta za nimi, by było sprawiedliwiej.

Inna tendencją będzie niechęć do pracy. Bynajmniej nie z lenistwa, ale ze zmiany priorytetów w życiu. Ludzie zaczną znajdować sobie "ważniejsze sprawy" niż jakieś tam banalne zarabianie. Zapowiedzią tego jest wzrost kreatywności widoczny w Internecie (i napędzany przez Internet). Kto chce tworzyć muzykę, to ją po prostu tworzy, może nie zarobi fortuny, ale dzięki Internetowi (takim serwisom jak Jamendo) nie jest już zdany na łaskę firm fonograficznych. To dotyczy każdej dziedziny twórczości, samorealizacji.
W niektórych krajach (bodajże w Belgii) już ponad połowa pracowników jest zatrudnionych na pół etatu.

Gospodarka rynkowa powoli odchodzi do lamusa. Ale jak nie będzie innej koncepcji funkcjonowania społeczeństwa, to będzie kiepsko.
Świat za kilkadziesiąt, kilkaset lat lat będzie wyglądał mniej więcej tak:
http://www.thevenusproject.com/

Jedyne co można zrobić, to powoli wprowadzać zmiany, widząc dokąd to wszystko zmierza, zanim wszytko runie.

MaRa pisze...

Wzrost gospodarczy faktycznie istnieje od kilkuset lat, ale to nie znaczy, że będzie istniał zawsze. Przewidywanie przyszłości na podstawie analogii do przeszłości nie zawsze się sprawdza.

Kiedyś chodziło głównie o wyzysk kolonii. Później to efekt powstania przemysłu, nowych wynalazków i powolnego polepszania się sytuacji materialnej.
Teraz państwa wysoko rozwinięte gospodarczo mają minimalny przyrost. Nie da się sprzedać więcej samochodów, pralek, lodówek, telefonów komórkowych, mieszkań, rynek jest nasycony.
Wysoki wzrost mają natomiast państwa rozwijające się, gdzie na początku nic nie ma, przy okazji powodują wzrost w krajach rozwiniętych (nowe rynki zbytu). Ale te też wcześniej lub później dogonią. I koniec, gospodarka ustabilizuje się na poziomie, w którym podaż i popyt równoważą się.

MaRa pisze...

Z akcjami jest ten problem, że nie wszyscy na tym mogą zarobić. To działa, kiedy nieliczni inwestują. Ale kiedy wszyscy będą inwestować w akcje, to ilość akcji się skończy.

Inaczej każdy by sobie pomyślał - zbiorę 200-500 tysięcy (odziedziczone, kredyt w banku itp.), dam na fundusz akcyjny, z tego będzie 25-40% rocznie zysku, czyli 50-200tyś. Nic nie trzeba więcej robić, samo na siebie zarobi, stałe źródło dochodu. Po kolei każdy, kogo majątek przekroczy tą granicę, przejdzie na rentę z funduszy inwestycyjnych. Może nawet co roku oddawać 10% budżetu państwa funduszom, prosty rachunek pokazuje, że już po 20 latach podatki nie będą potrzebne, państwo samo zarobi na własne wydatki.
Tylko z czego fundusz zarobi, jak nikt nie będzie niczego robił?

Jak widać, coś tu się nie zgadza.
Właśnie sprawdziłem jak stoją OFE i fundusze akcyjne, w ostatnim roku na minusie, w ciągu ostatnich 5 lat praktycznie bez zmiany.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat faktycznie był szyki rozwój gospodarki, fundusze zyskiwały po 40% rocznie. Ale padło, najpierw bańka spekulacyjna z początku wieku (słynne dotcomy), teraz niedawny kryzys. Jak wzrośnie, to za kilka lat znowu padnie (nowe wynalazki i bankructwa starych firm, koniec ropy itd.). I tak w kółko.
Jak ktoś wie, kiedy włożyć pieniądze i kiedy wycofać, to zarobi. Ale wszyscy inni stracą.

Dlatego ludzie wolą banki. Właściwie nic nie zyskują, gdyż inflacja zżera, ale i nic nie tracą.
Bezpieczny zysk jest też na obligacjach państwowych, ale te są w ograniczonej ilości, i państwo też nie może się w nieskończoność zadłużać. Wydając nowe obligacje, musi jednocześnie spłacać poprzednie wraz z odsetkami, więc dokłada do interesu. Gdyby więcej wypuściło obligacji niż wykupiło, państwo wpada w spiralę zadłużenia.

Nie ma rady, z pustego to i Salomon nie naleje.
Niektórzy myślą, że w łatwy sposób zarobią, ale to tak nie działa, tylko garstka zarobi, reszta straci. To jak w kasynie, każdy myśli że zdobędzie fortunę, większość traci.

MaRa pisze...

Co do rozwoju gospodarki.
Gospodarka kraju wysokorozwiniętego rośnie 2...3% rocznie, a czasem spada (jak w ostatnim kryzysie). Średni zysk z akcji będzie zbliżony do wzrostu gospodarczego. Czyli podobny do oprocentowania lokat bankowych, z czego lokaty są bezpieczniejsze.

Owszem, niektórzy zarabiają duże pieniądze na krótkotrwałych wahaniach. Ale to raczej przypadek, zbieg okoliczności, przebywanie w odpowiednim czasie i miejscu, na kogoś trafiło. Tak jak na kogoś trafia wygrana w kasynie albo totolotku.

Lecz marzenia o łatwym i szybkim wzbogaceniu się z reguły kończą się albo w więzieniu, albo w psychiatryku.