niedziela, 30 lipca 2017

DIY - budowa instalacji słonecznej i ładowanie akumulatorów, uwagi ogólne

Na ten temat krąży sporo mitów. Co dziwne, powielanych też przez specjalistów z wykształceniem technicznym :)

Mit 1 - prąd ładowania nie powinien przekraczać prądu 10-godzinnego.
Jest to prawdą, jeśli ładuje się stałym prądem (tzw. źródłem stałoprądowym).

Przyjmuje się, że jeżeli prąd ładowania jest równy lub mniejszy niż 10-godzinny, wtedy długotrwałe ładowanie nie spowoduje przeładowania i uszkodzenia akumulatora.

Przykładowo, dla akumulatora o pojemności 20Ah bezpieczny prąd ładowania wynosi 2A lub mniej.
Czyli pełne naładowanie rozładowanego akumulatora prądem 10-godzinnym potrwa minimum 10 godzin, w praktyce minimum 12...13 godzin (ze względu na sprawność konwersji energii z elektrycznej na chemiczną poniżej 100%).
Kontroler ładowania może naładować szybciej, większymi prądami, gdyż monitoruje stan akumulatora (napięcie, czasem także temperaturę) i po wykryciu pełnego naładowania ogranicza prąd poniżej 10-godzinnego, zapobiegając przeładowaniu.
Przy zastosowaniu kontrolera ładowania maksymalny prąd ładowania nie powinien przekroczyć 3-godzinnego (w praktyce 3,5-godzinnego, ze względu na straty). Można oczywiście mniej, ale wtedy naładowanie potrwa proporcjonalnie dłużej.
Jednak ładowanie prądami większymi niż 10-godzinne może spowodować skrócenie czasu życia akumulatora (mniejszą ilość cykli ładowania). Więc jeśli nigdzie się nie spieszy i można poczekać kilkanaście godzin, to lepiej zastosować zwykłą ładowarkę prądową bez kontrolera ładowania (czyli w praktyce źródło napięcia z rezystorem ograniczającym prąd maksymalny). W przypadku telefonu komórkowego nikt nie będzie tyle czekał...

Mit 2 - nie można podłączyć ogniwa słonecznego bezpośrednio do akumulatora, konieczne jest użycie kontrolera ładowania.
Ależ jak najbardziej można i dawniej to praktykowano, kiedy podzespoły elektroniczne były drogie i nie wynaleziono jeszcze mikroprocesorów. Najlepiej przez diodę, która zapobiega odwrotnemu przepływowi prądu od akumulatora do ogniwa kiedy brakuje światła.
Jednak maksymalny prąd oddawany przez ogniwo słoneczne umieszczone w danej lokalizacji nie powinien wtedy przekraczać prądu 10-godzinnego. Przykładowo, jeśli ogniwo słoneczne umieszczone w danej lokalizacji daje maksymalnie prąd 2A, a w praktyce często mniej (chmurki, zmiana położenia słońca itp.), to bezpiecznie można podłączyć akumulator o pojemności 20Ah lub większej. Taki prąd nie jest w stanie uszkodzić tego akumulatora.

Mit 3 - napięcie ogniwa słonecznego powinno być dopasowane do napięcia akumulatora i dopasowaniem zajmuje się kontroler ładowania.
Niezupełnie, zwykły kontroler ładowania tylko przepuszcza lub odłącza prąd, bez ingerencji w napięcie, ewentualnie ogranicza prąd po wykryciu naładowania. Istnieją też znacznie droższe kontrolery ze śledzeniem punktu mocy maksymalnej (Maximum Power Point Tracking Controller, MPPT), które faktycznie zawierają w sobie przetwornicę napięcia i dzięki temu instalacja osiągnie większą sprawność energetyczną.
Co się stanie, jeśli podłączy się przez diodę ogniwo słoneczne 20V/maks.2A do akumulatora 12V/min.20Ah? Nic strasznego, akumulator się naładuje, kiedyś tam, chyba że dioda jest na zbyt małe prądy i się przepali.
A co się stanie, jeśli podłączy się ogniwo słoneczne 30V/maks.2A do akumulatora 12V/min.20Ah? Też nic strasznego, akumulator również się naładuje, w takim samym czasie jak przy ogniwie 20V/maks.2A.
O co chodzi, skoro napięcia się nie zgadzają? Otóż istnieją dwa teoretyczne źródła energii elektrycznej, rzeczywiste źródła są ich kombinacją z przewagą jednego lub drugiego - źródło napięciowe i źródło prądowe.

Źródło napięciowe stara się utrzymać stałe napięcie (V) na swoim wyjściu, poprzez zmiany wielkości prądu (A). Jeśli zewrze się styki wyjściowe teoretycznego źródła napięciowego, to będzie się starało utrzymać zadane napięcie i teoretycznie popłynie nim nieskończony prąd. Jeśli rozewrze się styki teoretycznego źródła napięciowego, utrzyma zadane napięcie wyjściowe i prąd będzie równy zeru.

Źródło prądowe stara się utrzymać stały prąd (A) na swoim wyjściu, poprzez zmiany napięcia (V). Jeśli zewrze się styki wyjściowe źródła prądowego, wtedy płynący prąd będzie równy zadanemu, napięcie będzie zerowe. Jeśli rozewrze się styki wyjściowe teoretycznego źródła prądowego, to będzie starało się podtrzymać prąd zadany na wyjściu i napięcie teoretycznie będzie nieskończone.


Rzeczywiste źródła prądu mają charakterystyki mieszane, z przewagą jednej lub drugiej formy. Ogniwo słoneczne bardziej przypomina źródło prądowe niż napięciowe. W przykładzie, ogniwo 20V/maks.2A i ogniwo 30V/maks.2A dadzą taki sam prąd na wyjściu - maks.2A. Mniejsze napięcie akumulatora nie ma znaczenia, bo napięcie ogniwa słonecznego niejako "dopasuje się", zachowa się jak źródło prądowe. Jak by nie podłączać, to prąd nie przekroczy 2A. Nawet jak się zewrze, mniej więcej, bo prąd zwarcia (przy zerowym napięciu na wyjściu) jest minimalnie większy, w tym przypadku maks.2,2A. Większy prąd nigdy nie popłynie przy danym oświetleniu ogniwa. Podane napięcie jest napięciem rozwarcia ogniwa, pod obciążeniem ono spada.
Różnica obydwu przypadków jest jednak taka, że że ogniwo 20V/maks.2A ma moc nominalną 40W (mniej więcej, ale mniejsza o szczegóły, nie będę komplikował rozważaniami na temat charakterystyk prądowo-napięciowych ogniw słonecznych), zaś ogniwo 30V/maks.2A ma moc nominalną 60W, czyli będzie o 1/3 większe od pierwszego, a co za tym idzie droższe, mimo że dadzą obydwa taki sam prąd ładowania akumulatora (bez zastosowania przetwornicy MPPT).

Mit 4 - równoległe połączenie akumulatorów da większą moc instalacji.
Akumulatory o takich samych napięciach i takiego samego rodzaju można łączyć równolegle (+ do +, - do -), da to większą pojemność (np. ołowiowe 12V/20Ah i 12V/20Ah to razem 12V/40Ah, 12V/20Ah i 12V/60Ah to razem 20V/80Ah), ale tutaj trzeba uważać na pewne kwestie.
Po pierwsze, przy łączeniu ze sobą. Najlepiej wszystkie naładować do pełna przed podłączeniem, by mniej więcej wyrównać ich napięcia. Podłączenie też jest bardzo ryzykowne, grozi uszkodzeniem akumulatora lub wypadkiem, gdyż z powodu nawet minimalnych różnic napięć mogą popłynąć ogromne prądy, rzędu kilkuset A. Należałoby je wpierw połączyć przez jakiś rezystor o rezystancji co najmniej kilkanaście, kilkadziesiąt omów i mocy co najmniej kilka W (im większa rezystancja, tym mniejsza moc), następnie odczekać, powiedzmy minimum dobę, albo pół, albo chociaż godzinę przy małej różnicy potencjałów. To spowoduje wyrównanie się potencjałów akumulatorów. Później można je już zewrzeć kablem o niskiej rezystancji.
Po drugie, jeśli maksymalny zalecany prąd ładowania jednego akumulatora wynosi na przykład 5A, drugiego 10A, to nie można obydwu łącznie ładować prądem 15A, najlepiej nie przekraczać prądu maksymalnego mniejszego akumulatora. Akumulatory mogą mieć pewne różnice rezystancji wewnętrznej, co spowoduje nierówny rozdział prądów i przez mniejszy mógłby popłynąć zbyt duży prąd, powodując jego uszkodzenie lub skrócenie żywotności.

Szeregowo też można łączyć akumulatory, da to większe napięcie na wyjściu, będące sumą napięć akumulatorów. Jednak trzeba zastosować wtedy identyczne akumulatory, o takim samym rodzaju, napięciu i pojemności, tego samego producenta, najlepiej z tej samej partii produkcyjnej.
Zbyt głębokie rozładowanie akumulatorów połączonych szeregowo może spowodować uszkodzenie jednego z nich podczas ładowania.

Mit 5 - ładowanie akumulatorów skraca ich żywotność.
Niezupełnie. Przykładowo, jeśli producent dla danego typu akumulatora podaje żywotność 500 cykli ładowania, to dotyczy wyłącznie sytuacji cykli pełnego rozładowania i naładowania. Jeśli rozładowuje się je do połowy i następnie ładuje, wtedy wytrzymają dłużej, na przykład 1000 cykli. Jeśli rozładuje do 2/3 (o 1/3), wtedy wytrzymają jeszcze dłużej, na przykład 2000...3000 cykli. Jeśli akumulatory będą rozładowywane do 9/10 pojemności (czyli o 10%), wtedy liczba cykli może być tak duża, że akumulatory prędzej padną z powodu procesów starzenia się, niż od cyklicznego ładowania. To zjawisko wykorzystuje się w samochodach hybrydowych, zwłaszcza z akumulatorami NiMH, gdzie stan między "pełne naładowanie" i "pełne rozładowanie" to zaledwie 10...20% rzeczywistej pojemności zainstalowanego akumulatora.
Czyli większą żywotność będą miały akumulatory o większej pojemności, wykorzystywane tylko w niewielkim stopniu, niż o mniejszej pojemności i wykorzystywane w większym stopniu. Im większy akumulator, tym lepiej. Ale im większy akumulator, tym więcej miejsca zajmuje i jest droższy.

Mit 6 - instalacja słoneczna jest zbyt droga i daje za mało energii.
Ależ można zastosować mniejszą i tańszą instalację :)

W przypadku instalacji autonomicznej z akumulatorem to wpierw trzeba przemyśleć, co musi ona zasilać i ile na to potrzeba energii. Można zastosować odbiorniki energii o mniejszym poborze. Na przykład niektóre radiostacje pobierają podczas nasłuchu 100mA, inne 500mA, a niektóre 2A. Ta sama funkcja, ale zasilanie pierwszej ze słońca jest dosyć łatwe i tanie, ostatniej to już spora i droga instalacja, a efekty działania urządzenia takie same.

Natomiast w przypadku instalacji on-grid, z inwerterem połączonym do sieci energetycznej, też można zastosować mniejszą instalację, która nie da całości energii. Przykładowo, używane ogniwo amorficzne o mocy maksymalnej 150W kosztuje poniżej 100 złotych, mikroinwerter on-grid 250W kosztuje poniżej 500 złotych. Mógłby ktoś pomyśleć po co tak mała, skoro żelazko, pralka lub czajnik elektryczny pobierają ponad 1000W. Otóż prąd z mikroinwertera, który można podłączyć do zwykłego gniazdka sieciowego, sumuje się z prądem płynącym z elektrowni przez licznik, ale ma pierwszeństwo (mikroinwerter jest bliżej niż elektrownia).
Czyli, jeśli w danym momencie instalacja słoneczna da 60W, a łączny pobór energii wynosi 100W, to 60W jest za darmo ze słońca z pominięciem licznika, a 40W przechodzi przez licznik, więc na daną chwilę rachunek się zmniejszy o 60%. Jeśli w tym momencie odkurzacz pobiera 600W (jakiś superenergooszczedny chyba), to 60W płynie za darmo ze słońca, 540W z sieci energetycznej przez licznik, rachunek za prąd zmniejszy się o 10%. Jeśli w danym momencie pobór przez odbiorniki wynosi 10W, to pozostały nadmiar 50W popłynie sobie do sieci energetycznej i trafi do sąsiadów, bez podpisania umowy z dostawcą prądu i założenia dwukierunkowego licznika nic się samemu z tego nie ma.
Jednak średni pobór prądu przez typowe gospodarstwo domowe wynosi 100...400W, czyli 2,4...9,6kWh na dobę. Najwięcej żrą prądu urządzenia o małej mocy, pracujące cały czas. Nawet z najtańszej instalacji (nie widziałem mikroinwerterów poniżej 250W) i bez podpisania umowy ma odsprzedaż nadwyżek z dostawcą, będzie korzyść w postaci wyraźnej redukcji rachunków. Niezależnie od cen prądu, zawsze lepiej płacić mniej o 10...30%, niż więcej.
Zwłaszcza przy podłączeniu instalacji do fazy o największym średnim obciążeniu, zazwyczaj jest to gniazdko sieciowe z lodówką. Natomiast nie ma większego sensu podłączać takiej instalacji do fazy, z której jest zasilane górne światło w pokojach, bo kiedy jest ono używane instalacja nie wytworzy prądu.

poniedziałek, 24 lipca 2017

DIY - odszumienie CB-Radia

Początkowo nie zwróciłem na to uwagi, bo polepszona propagacja spowodowała, że wszystkie kanały były zajęte przez zagraniczne stacje.
Ale później się okazało, że CB-Radio odbiera bardzo silne szumy, dochodzące do połowy skali S-Metra.

Zjawisko występuje przy uruchomionym silniku, po wyłączeniu znika. Nie ma znaczenia, czy samochód się porusza, czy stoi, więc to nie wina ładunków elektrostatycznych. Z całą pewnością to też nie są zakłócenia przenoszące się przez kable zasilające, gdyż po odkręceniu wtyku kabla antenowego i wyłączonej blokadzie szumów ich nie słychać, więc muszą się dostawać od strony gniazda antenowego.

Są dwie możliwe opcje - zakłócenia wnikają albo poprzez oplot kabla antenowego, albo poprzez żyłę, czyli są zbierane przez pręt anteny.

W pierwszym przypadku może być tak, że kabel antenowy przechodzący przez wnętrze samochodu, mający długość porównywalną lub większą niż ćwierć długości fali (>2,7 metra), zbiera swoim oplotem zakłócenia które są generowane we wnętrzu przez instalację samochodu. Później przedostają się do anteny lub radia zewnętrzną stroną oplotu kabla.
Więc zastosowałem filtry ferrytowe przeciwzakłóceniowe do zaciskania na kable zasilające:
W sumie użyłem 3 filtrów, dwa w bagażniku bliżej anteny i 1 pod siedzeniem bliżej radia. Choć nie zauważyłem różnicy w porównaniu z 1 filtrem bliżej anteny. Ale chciałem niejako "rozbić" kabel na krótsze odcinki, aby osłabić możliwość indukowania się na nim sygnału o częstotliwości 27MHz (11 metrów), a o innych częstotliwościach nie powinny zakłócać radia.

Zdobyłem filtry przeznaczone na kable o średnicy 5 milimetrów, mniejszych nigdzie nie było. W tym przypadku kabel antenowy (RG174) ma średnicę około 3 milimetrów. Ale przypadkiem pasowało, filtry przesuwają się z pewnym oporem (w środku miały wypusty przeznaczone do zaciśnięcia się na kablu). Gdyby były zbyt luźno, to można by po rozpięciu nakleić w środku z dwóch stron paski dwustronnej taśmy samoprzylepnej.

Wygląda na to, że trochę się polepszyło. Trochę.
Szumy przy włączonym silniku osiągają 1 działkę S-Metra, czasem mniej (przy wyłączonym silniku nie występowały).
Tylko nie wiedzieć czemu przy odbiorze słabszego sygnału korespondenta słychać przydźwięk sieciowy (?!). Nie kojarzę, żebym w samochodzie miał jakąkolwiek przetwornicę :)
Gdyby CB-Radio miało pokrętło RF-Gain, wtedy wystarczyłoby odrobinkę obniżyć czułość odbiornika i szumy by zniknęły. Odbiornik jest bardzo czuły, według zapewnień producenta znacznie poniżej 0,3 mikrowolta.

Po dotknięciu w górnej części anteny, lub odkręceniu anteny, te szumy znikają. Więc najwyraźniej to pręt anteny je łapie. Niewiele tutaj można jeszcze zrobić, bo spowodowałoby to odstrojenie anteny od rezonansu, więc problemy z nadawaniem.

Może coś da założenie filtra na kablu jeszcze bliżej anteny. Ale wtedy oplot nie mógłby pełnić funkcji przeciwwagi, albo antena odstroiła by się od rezonansu. Może kiedyś jednak przetestuję.

wtorek, 4 lipca 2017

Podróże międzygwiezdne, kolejne wyjaśnienia...

Nigdzie nie jest daleko. Ów fragment który ludzie uważają za cały wszechświat matematycznie jest punktem, czyli odległości są zerowe.
Nawet teoretycznie dałoby się dotrzeć gdziekolwiek w zerowym czasie, ale aby tego dokonać nie trzeba zwiększać prędkości, lecz przeciwnie, zmniejszać w kierunku zerowej.
Jeśli uwzględnić wszystkie istniejące fragmenty zwane wszechświatami, to dowolna rzecz w naszej przestrzeni ma nieskończoną szybkość w każdym kierunku, aby się zaczęła poruszać (to co ludzie uważają za poruszanie się) to należałoby zmniejszać szybkość w którymś z kierunków, a nie zwiększać, skoro już na wstępie jest ona nieskończona.
Czyli jest odwrotnie niż się ludziom wydaje.

Z praktyczną realizacją nawet dosyć prostych napędów kosmicznych też jest odwrotnie niż się ludziom wydaje.
Nie wiedzieć czemu ludzie uparli się, żeby poruszać statek, masę, na co potrzebne są energie. I wiążą się z tym różne problemy oraz ograniczenia. A po prostu trzeba poruszać nie statkiem, nie przykładać żadnych sił do jego kadłuba, lecz poruszać przestrzenią wokół statku. Przestrzeń nie ma masy i związanych z nią ograniczeń.

Czyli gdyby poruszać się samochodem, należałoby napędzać nie samochód, ale drogę pod nim. Z tym że droga jest przyczepiona do planety, a planeta ma masę, więc w praktyce łatwiej poruszać samochodem, a nie całą planetą.
Próżnia nie ma masy, statek kosmiczny ma, prościej jest poruszać próżnią niż statkiem.

niedziela, 25 czerwca 2017

Radiotelefon TYT TH-UVF8D - rozwiązanie problemu z programowaniem

Zakupiłem takie coś:
Technicznie sprzęt jest dużo lepszy niż popularny Baofeng UV-5R, a droższy od niego zaledwie o około 10$, wraz z przesyłką z Chin do Polski kosztuje około 45$.
Ma 2 banki pamięci po 128 komórek, możliwość nadawania nazw z poziomu radia, pamięć stacji radiofonicznych FM, pasuje od niego powszechnie dostępny akumulator Baofenga (choć ma drobne różnice w dolnej części), akcesoria jak słuchawki i kabel programujący, brakuje natomiast latarki.

Mankamentem okazał się program sterujący do komputera.
Ten dostępny na stronie producenta (wersja 2.1.4) jest... wyłącznie po chińsku. Drugi problem z nim taki, że... nie działa, wyskakują jakieś błędy podczas uruchamiania i później nie wczytuje radia.
Na innej stronie znalazłem w wersji 2.1.3 po angielsku. Też nie działa, ale przynajmniej opcje są trochę bardziej zrozumiałe :)

Z kolei z popularnym uniwersalnym programem CHIRP problem jest taki, że nie ma w nim wszystkich opcji radia (głównie DTMF), oraz drugiego banku pamięci 128 komórek (B), jest możliwość edycji tylko pierwszego (A).
Co nie skreśla całkowicie tego programu, gdyż w kopii ustawień są wszystkie zapisane, tylko nie ma opcji ich edycji z poziomu programu, po przywróceniu do radia na przykład po resecie pojawiają się w nim.
Może być kłopot z wgrywaniem tych samych ustawień do kilku egzemplarzy radia, prawdopodobnie różniących się wersją firmware.
Natomiast nie testowałem kabla klonującego bezpośrednio między radiami.

Rozwiązaniem problemu z programem producenta radia okazało się zainstalowanie programu do innego modelu radia (ja użyłem pliku instalacyjnego oznaczonego TH-UVF8v1.2.0.exe), a następnie jego odinstalowanie. Podczas deinstalacji trzeba zaznaczyć opcję niekasowania plików z katalogu Windows.
Więc program producenta najwyraźniej nie działał z powodu braku jakiś bibliotek w świeżej instalacji Windows.

wtorek, 20 czerwca 2017

DIY - płyn do nawadniania

WHO i UNICEF opracowały następującą recepturę płynu nawadniającego, podawanego osobom odwodnionym:

  1. 2,6 grama soli kuchennej (NaCl);
  2. 2,9 grama cytrynianu sodu;
  3. 1,5 grama chlorku potasu (KCl);
  4. 13,5 grama bezwodnej glukozy;
zmieszane z 1 litrem wody.

Przy braku wymienionych składników można zastosować uproszczoną recepturę:
  1. 25,2 grama cukru;
  2. 2,1 grama soli kuchennej (NaCl)
zmieszane z litrem wody.

Sól jest niezbędna, gdyż jest wydalana wraz z potem, co zaburza równowagę elektrolitów w organizmie.

środa, 7 czerwca 2017

DIY - montaż CB-Radia na stałe

Ludzie w internetach się chwalą, jak sami sobie zamontowali CB-Radio lub radio amatorskie w samochodzie. Zazwyczaj estetyka tego co pokazują jest dosyć daleka od ideału.

Aktualnie nie mam radia amatorskiego w samochodzie. Po części dlatego, że nie miałem pomysłu jak go ulokować, a po części jest mi tam mało potrzebne, bo prawie nie używam samochodu, więc częściej przydatne jest ręczne na pasma 2 metry i 70 centymetrów.
Jeszcze dopracuję pomysł jak używać ręcznego w samochodzie :)

Gdyby mi przyszło zamontować samochodowe i nie było gdzie ulokować, jak zamocować, to spróbowałbym na rzepy przyczepić pod siedzeniem pasażera (ta "chwytająca" strona rzepa dosyć mocno przyczepia się do tapicerki). Nie pod siedzeniem kierowcy, bo w razie czego gdyby wyleciało, choć to skrajnie mało prawdopodobne, to mogłoby zablokować pedały, kwestia bezpieczeństwa. Natomiast panel sterujący gdzieś pod ręką na taśmę klejącą, ewentualnie taśmę z rzepem.
W sedanach sprawa jest dużo łatwiejsza, jednostkę centralną przykręca się pod tylną półką, a uchwyt anteny na brzegu klapy bagażnika.

W samochodzie zainstalowałem sobie natomiast CB-Radio (27MHz).
To model Yosan Micro, o wymiarach 99x83x22mm, po prostu żadne inne nie chciało się zmieścić.
Co ciekawe, w Australii i Nowej Zelandii mają CB-Radia w paśmie UHF (około 477MHz) i tam takie wymiary są już standardem, a antena ćwierćfalowa to 15 centymetrów.
Przymocowane na stałe dwustronną taśmą klejącą, bo nie mam potrzeby odczepiania. Na razie się mocno trzyma i nie odpada. Oczywiście po odtłuszczeniu powierzchni denaturatem.
Samo radio jest praktycznie niewidoczne z zewnątrz samochodu, zasłonięte fotelem kierowcy i kierownicą.
Akurat przypadkiem głośnik był na spodniej stronie radia, więc nie został przysłonięty.
Kabel antenowy przykręcony przez adaptor kątowy UC-1, bo bezpośrednio się nie mieścił pod radiem.
W miejscach narażonych na zarysowania kablem mikrofonowym jest naklejona przezroczysta folia samoprzylepna.
Uchwyt mikrofonu wykonany z plastiku fosforyzującego w ciemnościach, przyklejony dwustronną taśmą klejącą. Kupiony na Allegro.
Zasilanie (+) jest podłączone od środka gniazdka zapalniczki, aby go nie zajmować na inne sprzęty. Od spodniej strony wtyku wszedł konektor płaski szerokości 5mm. Całość owinięta taśmą izolacyjną, na to założony filtr ferrytowy.
Drugi filtr, fabryczny z bezpiecznikiem przy kablu dołączonym do radia, w plastikowej puszcze, został przylepiony w środku tunelu przy pomocy dwustronnej taśmy samoprzylepnej.
Natomiast kabelek masy (-) ma dolutowany konektor oczkowy 5mm z blachy stalowej (nie mosiężny, aby zapobiec korozji elektrochemicznej!) i jest przykręcony śrubką do wnętrza karoserii samochodu. Po prostu znalazłem w środku tunelu jakieś dwie tajemnicze przykręcone śrubki, użyłem jedną z nich. Aby się do niej dostać musiałem dokupić półmetrowy śrubokręt Philips, a tanie nie były :)
Chciałem, aby masa była dołączona możliwie blisko radia, bo minusowy kabelek z zapalniczki to nie wiadomo gdzie jest podłączony, może 3 metry dalej dopiero przy akumulatorze.
Kabelek antenowy (3mm RG174) idzie tylnym progiem i wychodzi dopiero przy fotelu kierowcy pod plastikową zaślepką mocowania pasów bezpieczeństwa. Lada dzień dokupię jakiś odbojnik do drzwi, taki o przekroju w kształcie litery U i kilkucentymetrowy odcinek założę pod tym plastikiem, aby kabel antenowy się nie przycierał i nie załamywał.
Zakamuflowana antena President Virginia.
Nie wiem co ze skutecznością, bo mało używam samochodu, odbierało mi innych w mieście z odległości 3...4 kilometrów. W ostatnich dniach w związku z aktywnością słoneczną otworzyła się propagacja i dosłownie na wszystkich kanałach CB odbiera mi stacje z Niemiec, Włoch, Rosji itd.
Na szczęście radio ma przełącznik DX/LOC, ale wtedy zmniejsza czułość 10-krotnie. Zagranicznych stacji nie słychać, lokalnych też nie, może na kilkaset metrów. Przynajmniej mam ciszę i spokój w samochodzie, żadnych zakłóceń :)
Ale zamontowałem tylko dlatego, że bez radiostacji w pojeździe to jakoś tak dziwnie, niewiele mnie interesuje nasłuchiwanie o miśkach z suszarkami.
Bez RF-Gaina lub w ostateczności przełącznika DX/LOC CB-Radia w samochodzie potrafią być bardzo kłopotliwe.
Ostatnia fotografia, to własnoręcznie zbudowana antena awaryjna na pasmo CB.
2,65...2,7 metra linki miedzianej 0,7mm w izolacji, czyli 1/4 długości fali minus współczynnik skrócenia 0,95...0,98. Można by użyć 3-krotnie dłuższej linki, czyli 3/4 fali.
Do tego kawałek sznurka do rozwieszenia anteny na postoju (w czasie jazdy oczywiście nie da się z tego korzystać). Podstawa antenowa ma gwint 6mm, więc do linki dołączyłem taką śrubę z plastikowym uchwytem (na lince jest konektor oczkowy mosiężny 6mm, na śrubie dociskająca elastyczna podkładka plastikowa 6mm i nakrętka samohamowna), ale przy innych gniazdach antenowych należałoby zamontować inną końcówkę.

niedziela, 28 maja 2017

Propozycja kanałów w pasmach amatorskich 2m i 70cm

Zastanawiałem się jak zaprogramować radiotelefon ręczny na pasma 144...146 i 430...440 MHz (I Region IARU). Dawno temu był podział na kanały, teraz już nie ma.
Dzięki wyznaczeniu kanałów nie trzeba pamiętać bandplanów, oraz łatwo zapuścić skanowanie po komórkach pamięci, przynajmniej w niektórych radiach, bez kombinowania z granicami skanowania itp.

Wymyśliłem następujący system oznaczeń: S to simpleks, R to przemiennik, U to UHF (70cm), cyfra to częstotliwość w kHz. Więc po oznaczeniu kanału w pamięci radia łatwo się domyślić funkcji oraz częstotliwości.

I tak, w paśmie 2 metry 30 kanałów FM simplex co 12,5kHz:
145.200 - S200 (historyczny, bo teraz FM zaczyna się od .206, więc powinien od kolejnego)
145.2125 - S2125
...itd. co 12,5kHz
145.2375 - S2375G (G od FM Internet Voice Gateway - kanał bramki internetowej)
145.250 - S250
...itd.
145.2875 - S2875G
...itd.
145.3375 - S3375G
...itd.
145.375 - S375D (D od DV Calling - wywoławczy cyfrowy)
...itd.
145.500 - S500F (F od FM - wywoławczy analogowy)
...itd,
145.550 - S550M (M od Mobile, lub roboczy)
...itd.
145.5625 - S5625

Oraz 16 kanałów przemiennikowych co 12,5kHz, -0,600kHz:
125.575 - R575
...itd.
145,775 - R775

W paśmie 70 centymetrów 15 kanałów simplex co 12,5kHz:
433.400 - SU400T (T to wywoławczy SSTV)
433.4125 - SU4125
...itd. co 12,5KHz
433.450 - SU450D (DV)
...itd.
433.500 - SU500F (FM)
...itd.
433.550 - SU550M
...itd.
433.575 - SU575

Można by jeszcze dodatkowo dopisać 17 kanałów all modes od 433.600 do 434.000 co 25kHz, z czego od .625 do .775 cyfrowe D.

32 kanały przemiennikowe co 25kHz, -7.600:
438.650 - RU650
...itd. co 25kHz
439.425 - RU425

Zdaje się istnieje jeszcze 15 nowych kanałów przemiennikowych, co 25kHz, +1,600 (!), ale rzadko w Polsce spotykane:
430,025 - RU0025
...itd. co 25kHz
430,375 - RU0375

Jedyna wada wymyślonego systemu, to współcześnie bardzo rzadko występujące w przemiennikach alternatywne otwieranie tonem 1750Hz, więc do łączności przez przemiennik trzeba zmienić ustawienie CTCSS, albo dopisać wymagane przemienniki w kolejnych komórkach pamięci pod znakiem przemiennika (w większości chińczyków zabraknie komórek pamięci).

Przypominam, że używanie częstotliwości amatorskich wymaga licencji i znaku wywoławczego.

piątek, 12 maja 2017

Teoretyczne możliwości istnienia transportera (teleportera)

W serialu "StarTrek" z 1966 roku pojawiło się urządzenie nazywane transporterem, służące do teleportacji.
A przy okazji komunikatory, używające jakiś pozaprzestrzennych fal, innych niż elektromagnetyczne. Oraz jakieś czujniki, również najwyraźniej wykorzystujące te fale, pozwalające odczytywać informację dotyczącą form życia na odległość.

A w TNG z 1987 roku replikatory, wytwarzające przedmioty (w tym posiłki, części zamienne i narządy do przeszczepów). A także komputery ze sztuczną inteligencją, bez klawiatury, sterowane głosem i z ekranami dotykowymi, potrafiące odtwarzać muzykę i filmy, przesyłać wideorozmowy. Tablety też mieli, z możliwością odtwarzania filmów, choć służyły głównie do wyświetlania tekstów...

Naukowcy twierdzą, jak zwykle mają w zwyczaju, że transportery są i zawsze będą niemożliwe do zbudowania.
Bo to wymagałoby zmierzenia stanu całej materii w organizmie (zasada nieoznaczoności to uniemożliwia), zamiany jej w energię, przesłania ogromnej ilości energii (elektromagnetycznie rzecz jasna, przez radio, bo naukowcy nie zauważyli że w StarTreku używają nieelektromagnetycznych komunikatorów) wraz z informacją i zrekonstruowania materii w miejscu docelowym.

Naukowcy zapomnieli, że już w XIX wieku istniała hipoteza, że materia jest cyklicznie tworzona z energii znajdującej się wokół niej, czyli nie jest czymś stałym od zawsze, ale generowanym na bieżąco.
Nie wiem dlaczego tej hipotezy nie znalazłem w żadnej książce dotyczącej historii nauki i techniki, ale jest opisana w powieści Verne'a "Łowcy meteorów".
Natomiast już w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych było wiadomo, a nawet to udowodniono, że próżnia jest jakby barierą potencjałów. Materia o przeciwnym poziomie potencjału jakby "przeskakuje" na drugą stronę przestrzeni (próżni), znika z naszej przestrzeni, a jeśli tamtej nadać znowu przeciwny potencjał, pojawia się w naszej przestrzeni, jakby "znikąd". Czyli cały Wszechświat jest wypełniony taką wirtualną potencjalną materią, ale znajduje się ona "po drugiej stronie".

Te dwie teorie pozwalają przewidzieć, na jakiej zasadzie mógłby hipotetycznie działać taki teleporter, według jakich praw fizyki, które będą odkryte dopiero w kolejnych stuleciach.
Materia zostałaby pozbawiona energii, zamieniając się we wzorzec w pozaprzestrzeni. Do tego wzorca, podobnie jak do informacji przekazywanych przez sprzęt telekomuniacyjny, nie miałyby zastosowania prawa fizyki naszej przestrzeni, tylko prawa fizyki pozaprzestrzeni.
W pozaprzestrzeni odległość może być czymś zupełnie innym niż w naszej przestrzeni, albo wręcz może nie istnieć. Więc w pozaprzestrzeni wzorzec materii mógłby zostać przesunięty w dowolny inny punkt naszej przestrzeni, a tam się zmaterializować z powrotem w materię, czy to pobierając energię z otaczającej przestrzeni (czego efektem byłoby ochłodzenie), czy poprzez ponowną zamianę wirtualnych cząstek w cząsteczki rzeczywiste.
Z punktu widzenia naszej przestrzeni, przedmiot by "przeskakiwał" z miejsca na miejsce, znikając w jednym miejscu w tym samym czasie pojawiałby się w drugim (zasada zachowania energii dla całego Wszechświata zostałaby zachowana).
Nie przesyłanie informacji o położeniu jednej cząsteczki za drugą, szeregowo, ale wszystkich jednocześnie, równolegle.

niedziela, 7 maja 2017

DIY - antena pokojowa do radiotelefonu VHF/UHF

Zastanawiało mnie jak zbudować antenę pokojową do radiotelefonu stacjonarnego/przewoźnego VHF/UHF.

Taka albo tymczasowa, albo zapasowa na wypadek awarii instalacji antenowej na dachu.
Najprościej byłoby użyć złączki kątowej UC-1 i półfalowej anteny samochodowej (nie wymaga przeciwwag) za 100...300 złotych. Byle by nie używać 50W wewnątrz mieszkania, gdyż 5W jak w ręczniaku w zupełności wystarczy. Na strychu albo przez przemienniki to ma szansę jakoś działać, jeśli w tym miejscu ręczniak działa.

Ale pomyślałem, jak to jeszcze prościej i taniej zrobić.
Efekt rozmyślań na rysunku:
Jeżeli do ręczniaka da się dołączyć antenę ćwierćfalową, lub ćwierćfalową skróconą cewką, to do stacjonarnego też się da bezpośrednio podłączyć ćwierćfalową.

Problem jednak taki, że na falę 2 metry (144...146MHz) ćwierćfalowa będzie miała około 49 centymetrów długości (z uwzględnieniem współczynnika skrócenia 0,95, wynikającego z mniejszej szybkości fali na metalu niż w próżni), na falę 70 centymetrów (430...440MHz) pręt o takiej długości to już będzie 6/8 (3/4) fali. A lepiej nie przedłużać powyżej 5/8, bo za dużo będzie ulatywać w niebo. Anteny 5/8 to tak naprawdę 6/8, tylko że z cewką przedłużającą. Cewka to komplikacja konstrukcyjna.

W moim pomyśle nie ma cewki, jest pręt, wlutowany do wtyku UC1, wkręcanego do gniazda antenowego radiotelefonu. Pionowa część pręta ma 5/8 dla pasma 70 centymetrów, jest zakrzywiony na dole, ten dolny poziomy kawałek przedłuża do 6/8, co także daje całkowitą długość 1/4 dla pasma 2 metry.

Może ktoś wcześniej coś takiego wymyślił, ale nie spotkałem się.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Transhumanizm i transfer świadomości

Da się skopiować umysł, przenosić go do innego ciała lub komputera. Tylko ludzie jeszcze nie wiedzą jak to zrobić.
Kwestia jest tego typu, że człowiek, podobnie jak każda żywa istota, jest maszyną. Tylko ludzie tego nie dostrzegają, bo maszyny kojarzą z wielkimi metalowymi elementami, a w tym przypadku jest nanotechnologia oparta głównie na substancjach organicznych (tworzywach sztucznych?). Mózg różni się budową i zasadą działania od komputera, komputery szybciej dokonują obliczeń matematycznych i precyzyjniej zapamiętują informacje, ale nie potrafią się powielać oraz naprawiać wewnętrznych uszkodzeń. Neurony w mózgu są powielone, w przypadku uszkodzenia pojedynczych ich funkcję przejmują inne, informacja jest zapisywana w sposób rozproszony po całym mózgu. W komputerze awaria pojedynczych tranzystorów na strukturze krzemowej lub pojedynczych komórek pamięci oznacza zastopowanie działania całego komputera.

Jako maszyny, ludzie mogą mieć już od zawsze fabrycznie wbudowany interfejs komunikacyjny z innymi maszynami i superkomputerami, tworząc sieć. Przez ten interfejs mogą być z zewnątrz odczytywane myśli, podsyłane myśli, a nawet tworzona pełna kopia zapasowa całego umysłu, do wykorzystania w innym ciele lub rzeczywistości wirtualnej. Takie biologiczne wi-fi.
Tylko po prostu naukowcy jeszcze tego nie odkryli, nawet nie szukali, a nawet nie wiedzą jakie standardy komunikacyjne i jakie fale wchodzą w grę. Nie znając tych fal i stosowanego sposobu modulacji oraz kodowania nie potrafią ani ich odczytać, ani nawet wykryć.

Ludzie tego nie dostrzegają w sobie, czyli mają coś podobnego do wbudowanego firewalla. Strzępki informacji trafiają do nieświadomych części mózgu, jednak już nie przenikają do świadomości. Inaczej człowiek byłby wszechwiedzący, wszechczujący, znałby myśli każdej żywej istoty, co byłoby zresztą zbyt męczące. Poza tym zdolność przetwarzania mózgu nie pozwoliłaby przeanalizować takiej ilości informacji. Tylko czasem przesączają się ich fragmenty przez tę barierę.
Istnieje sposób odczucia owej wszechwiedzy - w chwili zaprzestania myślenia pojawia się poczucie wszechwiedzy i wszechzrozumienia, jednak po chwili ono zanika gdy mózg wznawia działalność. Człowiek wie, że coś wiedział, ale już nie pamięta co. To podobne do snu, gdy w chwili przebudzenia zapomina się jego treść.
Może sny to efekt podłączenia do wirtualnej rzeczywistości za pośrednictwem owej sieci, wszechświatowego odpowiednika Internetu?

wtorek, 31 stycznia 2017

Dlaczego warto być dobrym?

W mózgu te same obszary odpowiadają za odczuwanie przyjemności podczas dawania i podczas otrzymywania. Mózg jest tak skonstruowany, że nie dostrzega się bezpośrednio innych ludzi i otoczenia, jedynie swoje ich wyobrażenie (bodźce ze zmysłów są korygowane modelem świata zapisanym w pamięci). Więc krzywdząc innych krzywdzi się ich wyobrażenie posiadane we własnym umyśle, a tym samym krzywdzi się samego siebie, zatruwa się swój własny umysł uniemożliwiając osiągnięcie szczęścia (chyba ten mechanizm odpowiada za zjawisko sumienia).

Drugi powód jest taki, że szczęście jest tak jakby zaraźliwe, nie można być szczęśliwym kosztem cudzego nieszczęścia, lub w otoczeniu nieszczęśliwych ludzi. Szczęśliwe towarzystwo poprawia humor.

Trzeci powód jest taki, że w ten sposób po prostu ułatwia się sobie życie. Lepiej się żyje, jeśli ludzie współpracują ze sobą, niż kiedy są skonfliktowani.

W praktyce może być ciężko, bo inni ludzie nie rozumieją tych mechanizmów i głupio postępują, w przekonaniu jacy to są sprytni. Ciężko się dogadywać z ludźmi na niższym poziomie świadomości i trzeba uważać na to, że mogą być niebezpieczni, coś jak dzikie zwierzęta. To nie powód, żeby zwierzęta źle traktować, tylko trzeba zachować ostrożność, bo mogą dziabnąć.