czwartek, 26 sierpnia 2010

CB-Radio telefonem?

Od kilku lat obowiązuje niezbyt precyzyjny przepis, zakazujący kierowcy samochodu rozmowy przez telefon, jeśli wymaga to trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku.

Na podstawie tego przepisu policja czasem próbuje wystawiać mandaty użytkownikom CB-Radia, czasem nie, zależnie od widzimisia.

Otóż z punktu widzenia terminologii technicznej CB-Radio absolutnie nie jest telefonem, to zupełnie inna kategoria urządzeń. W błąd wprowadza potoczna nazwa "radiotelefon", lecz jest ona błędna i chyba nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Telefon to urządzenie do dwukierunkowej (dupleks) rozmowy za pośrednictwem publicznej sieci telekomunikacyjnej, na zasadzie połączeń komutowanych (zestawianych). Użytkownik telefonu nazywa się "abonentem sieci telekomunikacyjnej". Nie ma znaczenia, poprzez jakie medium połączenie jest nawiązane (radio, kabel, światłowód itp.). Po anielsku telefon to phone, telefon bezprzewodowy wireless phone, a komórkowy cell[ular] phone.

Natomiast radiotelefon to w potocznym rozumieniu urządzenie do rozmowy za pośrednictwem fal radiowych, odpowiednik angielskiego walkie-talkie. To nie jest nazwa techniczna, tylko potoczna, wbrew podobieństwu nie chodzi o telefon. Potocznymi i nieprecyzyjnymi nazwami są również radiostacja i krótkofalówka. W terminologii angielskiej takie urządzenie nazwane jest transceiver (transmitter+receiver) czyli w dosłownym tłumaczeniu nadbiornik (nadajnik+odbiornik). Po polsku brzmi to dosyć pokracznie, więc często używa się nazw potocznych. Jednak na samych urządzeniach zawsze pisze transceiver, bo to są transceivery, czyli nadbiorniki,  połączenie w jednej obudowie nadajnika i odbiornika. Więc ta nazwa nijak nie kojarzy się z telefonem.

Transceivery, oprócz możliwości prowadzenia rozmów głosowych, różnią się zupełnie do telefonów. Przede wszystkim nie korzystają z publicznych sieci telekomunikacyjnych, a ich użytkownik to nie abonent, tylko "operator". Sieci trunkingowe (np. EDACS, TETRA) nieco bardziej przypominają ideę telefonów (komutowanie połączeń, selektywne wywołanie), lecz nadal nie są to sieci publiczne, więc nie wyczerpują znamion definicji telefonów.
Jest wiele innych różnic pomiędzy nadbiornikami a telefonami:

  • korzystanie wyłącznie z fal radiowych
  • rozmowa bezpośrednia lub przez przemiennik, nie przez publiczną sieć telefoniczną
  • użytkownicy nie posiadają numerów, tylko częstotliwości
  • rozmowy są prowadzone publicznie (w zasadzie każdy może ich słuchać), nie obowiązuje tajemnica korespondencji
  • rozmowy są w simpleksie, tj. w tym samym czasie jedna osoba mówi, wiele może słuchać, więc służy nie tyle do rozmów, co do jednokierunkowego przekazywania informacji słownych
  • używanie wymaga uprawnień (lub ustawowego zwolnienia) oraz ustawowego przydzielenia częstotliwości.

Gdyby przetłumaczyć przepis na jakikolwiek inny język świata (np. by mógł się z nim zapoznać obcokrajowiec), to byłby absolutnie jednoznaczny i nikomu w żadnym wypadku nie kojarzyłby się z transceiverami. A przepisów Kodeksu Karnego oraz Kodeksu Wykroczeń według zasad stosowania prawa nie interpretuje się rozszerzająco, na przypadki podobne.

Zawsze można zajrzeć do ustawy Prawo Telekomunikacyjne, tam jest podana definicja telefonu, która jest wiążąca z prawnego punktu widzenia, w tym dla sądów. Nadgorliwy policjant jakby nawet się upierał, to przecież jej nie podważy. Można również pokazać nazwę tego urządzenia, zawsze jest napisana na obudowie i zawsze jest to transceiver. Transceivera krótkofalowego, którego obsługa wymaga wiedzy i zaangażowania uwagi, a więc jest nieporównanie bardziej niebezpieczna w czasie jazdy od CB-Radia, nikt nigdy nie nazwałby radiotelefonem.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Przecież w przepisie nie chodzi o zakaz używania konkretnego rodzaju urządzeń elektronicznych jako takich a o zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników dróg. Jakimkolwiek gadżetem zajmowałby się w czasie jazdy kierowca, nie zajmowałby się on sytuacją na drodze a więc stanowiłby potencjalne zagrożenie dla innych.
Także osobiście uważam, że przepisy powinny zostać w tym wypadku rozszerzone zamiast skupiać się na jednym rodzaju urządzenia.

MaRa pisze...

Przepis mówi o telefonach, a CB-Radio nie jest telefonem.

A o bezpieczeństwo odpowiedzialny jest kierowca, jego rozeznanie sytuacji. Przecież gra w Nintendo podczas prowadzenia samochodu też jest niebezpieczna, a nie ma przepisu zakazującego tego, więc z tego tytułu nie może dostać mandatu (chyba że z innego, jak spowodowanie zagrożenia ruchu drogowego).
Poszerzanie listy to nie jest dobry sposób, a i tak nie obejmie wszystkich niebezpiecznych zachowań.

Z CB-Radiem jest też nieco inna sytuacja niż z telefonem. W przypadku telefonu trzeba go wyciągnąć z kieszeni, nacisnąć kilka guziczków (odbieranie lub wybieranie), przyłożyć do ucha, porozmawiać, skupić się na rozmowie, w międzyczasie ręka jest zajęta (automatyczne skrzynie biegów są rzadkością w Europie), po rozmowie zakończyć połączenie i odłożyć telefon.

W przypadku radiostacji sytuacja jest krańcowo nieco inna. Cały czas jest się na nasłuchu, więc nie trzeba angażować się w odebranie połączenia. Nie rozprasza to bardziej uwagi niż słuchanie radia lub pasażera.
Natomiast by coś powiedzieć, wystarczy wziąć w dłoń mikrofon, co nie bardziej przeszkadza niż zmiana biegów czy stacji w radioodbiorniku. Raczej mówi się krótkimi zdaniami (z wyjątkiem znudzonych kierowców ciężarówek w trasie), kiedy sytuacja drogowa na to pozwala (np. postój przed światłami), w razie czego bez problemu można chwycić kierownicę obydwiema rękami.

Zagrożenie w ruchu drogowym w związku z używaniem radiostacji jest minimalne, wręcz pomijalne. Przy rozsądnym używaniu praktycznie żadne. To nie telefon, wymagający trzymania przy uchu przez cały czas rozmowy.

Chociaż sam czasem używam telefonu w czasie jazdy. Ale przełączam na głośnomówiący. Z doświadczenia wiem, że samo trzymanie w dłoni podczas rozmowy w trybie głośnomówiącym nie przeszkadza, ale bardzo niebezpieczna jest chwila odbierania połączenia, gdyż odwraca uwagę od sytuacji na drodze (w zależności od sytuacji nie odbieram), rozmowa już nie, jeśli kogoś nie stresuje to, co ma rozmówca do powiedzenia.