wtorek, 12 października 2010

Istota inteligencji

Na świątyni w Delfach widniało słynne motto: „Poznaj samego siebie”. Najtrudniejszą rzeczą dla człowieka jest zrozumienie samego siebie, funkcjonowania własnego umysłu.

Jeff Hawkins to wynalazca metody wprowadzania pisma graffiti, używanej w komputerkach naręcznych, współzałożyciel firm Palm Computing i Handspring oraz fundator Redwood Neuroscience Institute. Kilka lat temu wraz z Sandrą Blakeslee napisał jedną z najważniejszych książek w historii ludzkości, zatytułowaną „Istota Inteligencji: Fascynująca opowieść o ludzkim mózgu i myślących maszynach” (2004 - On Intelligence: How a new under standing of the brain will lead to the creation of truly inteligent machines), w której zawarł efekty swoich wieloletnich poszukiwań dotyczących funkcjonowania ludzkiego mózgu i możliwości budowy inteligentnych maszyn.
Potrzebny jest ogólny model funkcjonowania kory. Rolę tę może odegrać model przewidywania opartego na pamięci. Może on pomóc w rozpoczęciu układania elementów układanki.
Aby przewidywać, kora potrzebuje mechanizmów umożliwiających zapamiętywanie i przechowywanie informacji o sekwencjach zdarzeń.

Aby przewidywać nowe zdarzenia, kora musi mieć dostęp do niezmiennych reprezentacji. Mózg musi tworzyć i przechowywać stały model świata, niezależnie od sposobu w jaki postrzegamy go w nieustannie zmieniających się warunkach.
Wiedza o zadaniach stojących przed mózgiem doprowadzi nas do zrozumienia jego architektury, a przede wszystkim hierarchii mózgu oraz budowy sześciowarstwowej kory nowej.
Autor odrzuca narosłe przez dziesięciolecia błędne poglądy głównego nurtu nauki, ignorujące budowę i funkcjonowanie mózgu. Okazuje się, że naukowcy próbowali tworzyć inteligentne maszyny bez zdefiniowania, czym w ogóle jest inteligencja, nic dziwnego że miliony dolarów poszły na badania i nic z tego nie wyszło.
Mózg swoją budową i zasadą działania w niczym nie przypomina komputera, np. ma tylko jeden algorytm, a każdą operację wykonuje w zaledwie kilku krokach. Mózg nie oblicza odpowiedzi, tylko przywołują ją z pamięci, dlatego komputery nigdy nie będą inteligentne, niezależnie od swojej szybkości. Potrzebne jest skonstruowanie zupełnie nowych chipów, które zawierają liczne połączenia zwrotne (to obecnie największy problem konstrukcyjny). Będą one odporne na uszkodzenia części struktury, więc zwiększy się ich niezawodność w porównaniu z komputerami, co umożliwi np. budowę pojazdów nie potrzebujących kierowcy, znacznie bezpieczniejszych od kierowanych przez człowieka (nieporównanie szybsza reakcja, brak znużenia i dekoncentracji, brak błędów, korzystanie z nowych zmysłów).

Jak widać, w świadomości i inteligencji nie ma nic nadprzyrodzonego, żadnych duszyczek trafiających do zaświatów lub zabieranych przez diabły do piekła:)

Przy okazji wyjaśniło się, po co rządzącym potrzebny intelekt - by mogli przewidywać długofalowe skutki podejmowanych przez siebie decyzji.

Kilka definicji (na podstawie książki):

* Inteligencja – przewidywanie i wnioskowanie oparte na pamięci autoasocjacyjnej. To zdolność mózgu do tworzenia przewidywań przyszłych zdarzeń przez analogię do hierarchicznego modelu świata utworzonego w korze nowej na podstawie przeszłych zdarzeń. Bodźce wejściowe są porównywane automatyczne i bez udziału świadomości z oczekiwanym wzorcem, dopiero niezgodność z przewidywaniem przyciąga uwagę.
Niezbędnymi elementami procesu przewidywania przyszłych zdarzeń w oparciu o wspomnienia i aktualne dane wejściowe są: przechowywanie sekwencji wzorców, pamięć autoasocjacyjna i niezmienne reprezentacje.
Natomiast według psychologii inteligencja to ogólna zdolność, która umożliwia nam uczenie się na podstawie doświadczeń.

* Inteligentne zachowanie – jest jednym z przejawów inteligencji, ale nie jest jej główną właściwością ani podstawową cechą, nie jest miarą inteligencji.

* Zrozumienie – wewnętrzna miara sposobu, w jaki mózg zapamiętuje zdarzenia i używa ich do przewidywania przyszłości. Nie ma możliwości dokonania pomiaru zrozumienia na podstawie zachowania.

* Myśl – łańcuch wspomnień. Percepcja i zachowanie to prawie to samo. Na początku jest myśl, dopiero ona powoduje działanie wywołujące skutki zgodne z oczekiwaniem, np. kora przewiduje widok przesuwającego się ramienia, to oczekiwanie powoduje wydanie polecenia ruchu, który zamienia oczekiwania w rzeczywistość.

* Świadomość – powstawanie wspomnień w pamięci deklaratywnej (co ciekawe, wg. Raela: „świadomość to zdolność uwewnętrznienia wiedzy zewnętrznej” – Maitreya, str.32).

* Kora nowa – siedlisko inteligencji, jej struktura jest odzwierciedleniem hierarchicznej struktury rzeczywistości. Ma 2 mm grubości i zawiera ok. 30 mld. neuronów, tylko u ludzi jest aż sześciowarstwowa (u delfinów tylko 3 warstwy, u gadów brak). Następuje w niej dwukierunkowy przepływ informacji, w jedną stronę płyną bodźce pochodzące ze zmysłów, w drugą oczekiwania pochodzące z pamięci lub bodźce motoryczne, które uzupełniają dane wejściowe. Podstawową funkcją kory nowej jest używanie wspomnień do przewidywania przyszłych zdarzeń, łącząc zapis niezmiennej struktury ze szczegółami aktualnych bodźców wejściowych.
Nie potrafi utworzyć modelu samego mózgu, ponieważ nie ma w nim żadnych narządów zmysłów, stąd wrażenie niezależności umysłu od ciała. Mózg jako narzędzie do przetwarzania wzorców postrzega swoje ciało tak samo, jak pozostałe elementy świata.

* Algorytm korowy – wg. spostrzeżenia Vernona Mountcastle’a, neuropsychologa z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore (1978 – An Organizing Principle for Cerebral Function), skoro wszystkie obszary kory nowej wyglądają tak samo, to zapewne wykonują te same podstawowe działania. Czyli jeden uniwersalny algorytm do wykonania wszystkich czynności, przetwarzania informacji niezależnie od ich rodzaju (np. obraz, dźwięk, ruch). Różnice pomiędzy obszarami kory nie wynikają z różnych funkcji, jakie pełnią, ale z różnych obszarów, z którymi się komunikują.

* Pamięć autoasocjacyjna – kojarzy wzorzec  przestrzenny lub czasowy z nim samym. Pozwala odzyskać kompletny wzorzec w jego oryginalnej postaci, nawet kiedy do odzyskania użyta zostaje jego fragment lub uszkodzona wersja. Używa niezmiennych reprezentacji, czyli przechowuje nie zapis absolutny, tylko relacje, np. względną wysokość tonów i interwały, w postaci, która pozwala uchwycić najważniejsze relacje, a nie szczegóły sytuacji. Pamięć przechowuje i odczytuje wzorce tylko sekwencyjnie.

* Hierarchiczna (zagnieżdżona) struktura – każda rzecz składa się ze zbioru mniejszych obiektów, a większość obiektów to część obiektów bardziej złożonych. Hierarchia zagnieżdżonych sekwencji umożliwia dzielenie i wielokrotne używanie obiektów z niskich poziomów, np. słów, fonemów i liter. Świat jest jak muzyka. Mózg zapamiętuje świat taki, jak jest zbudowany, nie jak wygląda.

* Sztuczna inteligencja (AI) – nieudana próba konstrukcji inteligentnie zachowujących się maszyn, przy użyciu komputerów i algorytmów matematycznych. Koncepcja powstała na podstawie błędnej idei testu Turinga, utożsamiającego inteligencję z inteligentnym zachowaniem, bez wnikania w szczegóły funkcjonowania mózgu.

* Sieci neuronowe – ślepa uliczka rozwoju inteligentnych maszyn, w której nie doceniono wagi połączeń zwrotnych w mózgu. Posiadają następujące wady:
- Przetwarzanie wzorców statycznych – nie uwzględnia upływu czasu, czyli zapisu tego, co się wcześniej wydarzyło.
·         - Nie używanie informacji zwrotnej – brak przepływu informacji wyjściowej do warstwy wejściowej.
·         - Nie uwzględnianie fizycznej architektury mózgu, np. jego hierarchicznej organizacji.

niedziela, 10 października 2010

Tajemnicze strzały

W internecie krąży filmik, rzekomo przedstawiający strzelanie do ocalałych pasażerów z katastrofy samolotu prezydenckiego. Historia żyje własnym życiem, okazało się że filmujący został później zamordowany w szpitalu w tajemniczych okolicznościach, itd.itp.

Rzeczywistość jak zwykle różni się od urojeń. Dziennikarz nigdy nie istniał, w żadnej redakcji nikt o nim nie słyszał, nie figuruje na żadnej liście osób zaproszonych. Sam film został nakręcony przez pracownika okolicznej stacji obsługi samochodów, oddalonej od miejsca katastrofy o kilkaset metrów. Żyje on nadal i ma się całkiem dobrze, podobnie jak drugi mężczyzna pokazany na filmie, w jego telefonie ciągle jest film i może go pokazać każdemu chętnemu. Przyznaje, że słyszał jakby 2..3 przytłumione wystrzały (paląca się amunicja?), ale niczego podejrzanego nie widział, nie był świadkiem mordowania kogokolwiek.

sobota, 9 października 2010

Szkodliwość społeczna tradycyjnych religii

Niektórzy Czytelnicy mogą nie dostrzegać, co "złego" jest w pięknych wypowiedziach Jana Pawła II dotyczących tradycyjnego modelu rodziny, w tym że ksiądz na kazaniu opowie wiernym jacy mają być, postraszy piekłem i zainkasuje "co łaska" za śluby oraz pogrzeby.

Kiedyś takie podejście było jak najbardziej słuszne i pożyteczne, ale sytuacja była zupełnie inna. Ludzkie umysły były uwięzione w ciałach, więc przy braku możliwości dostrzegania prawdziwej natury konkretnego człowieka trzeba było się posługiwać stereotypami. Ludzie żyli w małych lokalnych społecznościach, prawdopodobieństwo poznania kogoś choćby z sąsiedniej wioski było nikłe, więc wszelkie odchylenia od "normy" stanowiły niebezpieczeństwo dla społeczności. Nieliczni "inni" po prostu musieli się dostosować do powszechnie panujących obyczajów.
Gdy ktoś zawierał małżeństwo, to raczej mógł zakładać wierność swojej drugiej połówki, bo taki był zwyczaj.

W dzisiejszych czasach sytuacja jest zupełnie odmienna. Najpierw ludzie nauczyli się czytać i pisać listy (jeszcze kilkadziesiąt lat temu to nie była powszechna umiejętność), później rozwinęła się telekomunikacja (radio, telewizja, telefon, a szczególnie Internet). Dzięki temu każdy może wyrażać swoją indywidualną osobowość i może spotykać podobnych sobie ludzi w skali globalnej, nie jest ograniczony lokalnymi warunkami.

Dla przykładu, osoba która jest raczej monogamistą, ale od czasu do czasu lubi lub potrzebuje romansu poza stałym związkiem, po protu tak nie może ciągle z tym samym partnerem. To taki łagodny przykład, nie chcę rozprawiać o ekstremalnych przypadkach, jak odmiany BDSM (fetyszyzm i sadomasochizm).
Kiedyś taka osoba zawierała małżeństwo właściwie "z pierwszą lepszą" osobą, po ślubie musiała zacisnąć zęby i się dostosować, choćby z tego powodu by nie urazić partnera.

Teraz, dzięki Internetowi, nie będzie mieć większego kłopotu ze znalezieniem drugiej osoby, której sprawia przyjemność to samo. I będą szczęśliwi w związku ze sobą. Choć dla osób postronnych ich postępowanie może wydawać się szokujące. Ale co kogo obchodzi zdanie innych, nie ich łóżko, więc niech się nie wtrącają. Nikt nikomu niczego nie narzuca, niech ci też żyją sobie jak im pasuje, znajdą sobie kogoś kto im odpowiada.

A kiedy obydwoje będą szczęśliwi, to będzie dwoje szczęśliwych ludzi więcej, świat będzie bardziej szczęśliwy. Szczęście promieniuje na otoczenie.
Chyba nikt nie chce, by świat przyszłości wyglądał tak:

(ciekawe prorocze nawiązanie do wypowiedzi przywódcy największej partii opozycyjnej;)
Kiedyś ludzkość musi wreszcie wyjść poza obecny stan zdziecinnienia.

Podsumowując, tradycyjne podejście religii we współczesnych czasach przestało mieć rację bytu, dzięki rozwojowi telekomunikacji globalnej jest już niepotrzebne. Kiedyś wynikało z warunków życia lokalnej społeczności, nie z nakazów nadprzyrodzonego bytu.
Lepiej by ludzie byli sobą niż cierpieli żyjąc w kłamstwie, współczesny świat im to już umożliwia. Różnorodność nie jest zła, gdyż wzbogaca całe społeczeństwo. Ludzie będą coraz różniejsi, od tego nie ma odwrotu, wymaga tego choćby coraz większa specjalizacja zawodowa.

piątek, 8 października 2010

Odmienne orientacje

Jeszcze chyba tylko tego tematu nie omawiałem;)
A wzbudza w społeczeństwie sporo kontrowersji, spowodowanej głównie brakiem wiedzy. W szkole boją się o tym mówić, jak wprowadzono lekcje wychowania seksualnego to często są prowadzone przez księży lub katechetki. Niewiedza prowadzi do strachu, strach do agresji. Miesza się pojęcia i demonizuje, stosuje uproszczone i nieprawdziwe klasyfikacje, wszystkie odmienności wrzuca do jednego worka "zboczenia".

Nie można porównywać homoseksualizmu do pedofilii, to zupełnie różnie zagadnienia.
Pedofila pociągają małe dzieci, i tyle. Często nad tym nie panuje, to choroba, niebezpieczna dla otoczenia. Wynika z traumatycznych przeżyć w dzieciństwie lub uszkodzeń mózgu (np. guzki).

Homoseksualizm to co innego. To po prostu pociąg do osób tej samej płci, taki sam jak u heteroseksualisty do płci odmiennej. "Wyleczenie" z homoseksualizmu jest czymś równie niedorzecznym jak z heteroseksualizmu.
Homoseksualizm nie jest "nienaturalny", występuje również wśród zwierząt. Sam na własne oczy widziałem na ulicy bawiące się ze sobą pieski, suczki wśród nich nie było;)
Istnieją różne "poziomy" homoseksualizmu, niektórzy ludzie są wyłącznie homoseksualni (ci nie mają innego wyjścia jak związek z osobą tej samej płci), niektórzy wyłącznie heteroseksualni, większość jest gdzieś pomiędzy, ale boją się przyznać. Rozkład jak z inteligencją - według krzywej Gaussa.

Geje są jak najbardziej mężczyznami, lesbijki są kobietami, tylko pociąga ich własna płeć.

Zupełnie innym zagadnieniem jest transseksualizm. Nie ma nic wspólnego z homoseksualizmem, jest to nieutożsamianie się ze swoją własną płcią. Czyli umysł kobiety w ciele mężczyzny lub umysł mężczyzny w ciele kobiety. Jak z homoseksualizmem, transseksualizm też może mieć różne poziomy nasilenia.

Żeby kwestie damsko-męskie jeszcze bardziej skomplikować, transseksualiści mogą być zarówno homoseksualni jak i heteroseksualni. Czyli np. umysł mężczyzny-geja w ciele kobiety, który ma pociąg do innych mężczyzn.

Istnieją też hermafrodyci, czyli osoby z narządami zarówno męskimi jak i żeńskimi, i to niekoniecznie w komplecie. Np. piękna blondynka z wielkimi piersiami i z siusiakiem.
Hermafrodyci też mogą być homoseksualni i transseksualni.

Dla niektórych homoseksualizm może wydawać się czymś obrzydliwym, jednak dla homoseksualisty związki heteroseksualne wydają się obrzydliwe. I nic na to się nie poradzi, kwestia gustu. Zamiast się irytować, co i z kim inni wyprawiają w łóżku, lepiej nie dociekać. To ich prywatna sprawa.

A na co dzień homoseksualiści są normalnymi ludźmi, często mają spore dokonania w nauce czy sztuce. I jako tacy są przydatni społeczeństwu.
Natomiast nie da się kogoś "nawrócić" na inną orientację, więc oni nikomu nie zagrażają.

---dodane---
Badania nad zjawiskiem homoseksualizmu to zaledwie ostatnie 20 lat, wcześniej to był temat tabu, związany z całkowitą niewiedzą. Dlatego dopiero w ostatnich latach coś się zmienia na lepsze w sytuacji homoseksualistów, wcześniej ci ludzie się ukrywali albo żyli w poczuciu winy.

Jako że mnie mężczyźni jakoś nie wydają się pociągający, o gejach nie będę się wypowiadał, lepiej po prostu się nie zastanawiać. Ale kompletnie nie rozumiem, co może być okropnego w widoku całujących się tu i ówdzie pań. Wszelkim mężczyznom-zatwardziałym wrogom homoseksualizmu proponuję najpierw wyobrazić sobie taki widok i dopiero wtedy szukać argumentów przeciwko zjawisku.

środa, 6 października 2010

Ksenofobia

Temat mieszkańców innych światów wzbudza mnóstwo niepotrzebnych objawów psychozy i paranoi (to jeden z powodów dla którego go podejmuję:). Jeszcze można zrozumieć, że ciemny lud się boi, bo przerażają go również demony spiskujące przeciwko Kościołowi i tradycyjnym wartościom (fobia często wykorzystywana przez księży dla własnych korzyści). Ale żeby naukowcy też się bali, to już dziwne, przecież bądź co bądź to powinni być najinteligentniejsi z ludzi. Przykładem jest choćby próba ustanowienia "ambasadora Ziemi" na wypadek przypadkowego odkrycia życia gdzieś hen daleko poza Ziemią, kiedy tymczasem archiwa wojskowe zawierają niepodważalne dowody na odwiedziny Ziemi (o innych dowodach nie wspominam, raporty wojskowe są najbardziej wiarygodne).

Może spróbuję rozwiać kilka wątpliwości:
  • Obcy rzekomo mieliby porywać ludzi by przeprowadzać na nich eksperymenty. Czyli potrafią swobodnie pokonywać odległości międzygwiezdne, a nie wynaleźli jeszcze tomografii komputerowej. To by była chyba dobra wiadomość! Taki tomograf kosztuje miliony, a rynek jest ograniczony. Rozszerzenie rynku poza planetę bardzo by ucieszyło producentów. Obcy mogliby nie mieć ludzkich pieniędzy, ale przecież swoboda podróżowania daje dostęp do nieograniczonych zasobów cennych minerałów, więc jest czym płacić, dowolnie wysokie rachunki. Wiele gałęzi gospodarki skorzystałoby na takich kontaktach.
  • Obcy mogliby okazać się agresywni i lubować się w wojnach. To oczywista bzdura, ponieważ statku kosmicznego nie zdołałby pilotować ani człowiek (zbyt powolny), ani nawet komputer. Do tego potrzebny byłby rozwój sztucznej inteligencji, czyli statki obywałby się bez pilotów. Brak potrzeby rozmnażania i szkolenia pilotów z kolei oznacza, że można naprodukować dowolną ilość statków. Gdyby miały walczyć ze sobą same maszyny, to byłoby już całkiem bez sensu. Prościej jest zasiąść do partii szachów lub gry komputerowej, i w ten sposób też dowieść kto ma rację w sporze.
    Widywani na filmach "mistrzowie sztuk walki" tak naprawdę nie myślą, wykonują tylko wyuczone i wytrenowane czynności. Dzięki schematyczności mogą przewidzieć zachowanie przeciwnika i odpowiednio szybko zareagować. Wygrywa ten, który zna więcej technik walki (stylów) i zastosuje nieznany przeciwnikowi. Jak widać, do bijatyki nie potrzeba rozumu.
  • Obcy mogliby próbować podbić Ziemię i zniewolić jej mieszkańców. Tylko niby po co? Łatwo to sobie wyobrazić - przylatują, wyrzucają tych durni z władz od ich koryta i wprowadzają własne rządy. To samo miało miejsce już w czasach podbojów dokonywanych przez Imperium Rzymskie, dzięki temu wybrzeże Morza Śródziemnego rozkwitało gospodarczo i kulturowo. Dla władz to oczywiście problem w postaci utraty koryta, ale dla mieszkańców Ziemi same korzyści - dostęp do wiedzy i techniki, lepsze perspektywy w życiu związane z lotami w kosmos.
    Podbijanie Ziemi dla zdobycia niewolników nie miałoby oczywiście sensu, gdyż ci nowi niewolnicy byliby wyjątkowo trudni w kontrolowaniu - szybko przenikałaby do nich nowa wiedza oraz technika, organizowałby się coraz skuteczniejszy ruch oporu, aż w końcu niewolnicy obróciliby się przeciwko swoim panom. Już prościej stworzyć dzięki inżynierii genetycznej jakiegoś idealnego niewolnika i powielać go dzięki klonowaniu.
  • Obcy mieliby chcieć przejąć Ziemię dla siebie. Też trochę bez sensu, Ziemia nie oferuje niczego, czego nie mogą mieć inne planety. Bogactwa naturalne powinny występować wszędzie, a z budową podziemnych miast nie powinno być technicznych problemów (może takie już są w Układzie Słonecznym?). Planet we właściwej odległości od ich gwiazd dla możliwości istnienia na ich powierzchni życia też powinno być dużo więcej niż zamieszkałych, na pustych można sobie urządzić ogrody.
Jak widać, strach przed obcymi to tylko nieuzasadniona racjonalnie fobia przed nieznanym, lęk przed innością. Przed przyszłością, której nie da się przewidzieć na podstawie zapamiętanych wzorców z przeszłości.

Prawdziwym zagrożeniem jest drugi człowiek urodzony na tej samej Ziemi. Tego zagrożenia nie da się odsunąć  przy pomocy wojen lub zaostrzania prawa. Jedynym sposobem uniknięcia tego zagrożenia jest po prostu traktowanie innych ludzi z szacunkiem, niezależnie od tego kim są, jacy są, skąd pochodzą. Agresja zawsze jest wynikiem strachu.

Skłócanie ludzi, czyli pobudzanie w nich strachu przed innymi, to najbardziej szkodliwe społecznie zachowanie. Nikomu oprócz władz i religii nie jest potrzebne, wykorzystują one strach do manipulowania ludźmi.

Przykładem jest problem z terroryzmem. Społeczeństwa Zachodu straszy się fanatykami ze Wschodu, tych ze Wschodu straszy się Zachodem. Ogromne pieniądze z podatków idą do kieszeni nielicznej garstki zaopatrującej armię oraz służby graniczne. Wysyłanie wojsk oczywiście nie przynosi rozwiązania problemu, bo nie może, tylko go nasila. Organizacje terrorystyczne mają coraz więcej chętnych, szukających zemsty za śmierć i kalectwo kogoś z rodziny. I tak biznes się kręci.
A przecież jedynym (i najtańszym) rozwiązaniem problemu byłoby potraktowanie innych z szacunkiem, wręcz ufundowanie wakacji na Zachodzie ich dzieciom, by mogły lepiej się zapoznać z korzyściami oraz błędami innej kultury, a kiedyś zastosować nabytą wiedzę dla ulepszenia własnej społeczności.

czwartek, 30 września 2010

Raeliańskie związki

W Internecie na ten temat krążą bujdy, wyssane z palca opowieści o orgiach. Sam Rael twierdzi tylko, że jeden człowiek nie jest własnością drugiego i ma prawo do decydowania o własnym losie. Oraz to, że zazdrość nie jest niczym dobrym, jest zaprzeczeniem miłości, co zresztą potwierdza współczesna psychologia, gdyż to uczucie często prowadzi do patologii.

Nie da się ukryć, że istnieją pary (tak w ogóle, nie chodzi tylko o Raelian), które zapraszają do swojego łóżka osoby trzecie, w innych romanse na boku są czymś normalnym, jeszcze inne wyznają zasadę absolutnej wierności. Jak sobie żyją, to już ich prywatna sprawa, nikt z zewnątrz nie powinien się wtrącać, osądzać czy oceniać.
Niektórzy w tym chaosie się gubią, nie wiedzą już czy zdrada jest dopuszczalna czy nie, skoro dawne normy obyczajowe przestały istnieć.

Rozwiązanie paradoksu jest dosyć proste i znane z prawa od czasów rzymskich - zobowiązań należy dotrzymywać. Czyli jak sobie dwoje ludzi się umówi ze sobą, tak powinni postępować. Umowa nie ogranicza wolności osobistej, gdyż jest dobrowolnym oświadczeniem stron, jej zerwanie grozi ustalonymi konsekwencjami (np. rozstaniem). Umowy są czymś często spotykanym w życiu codziennym, np. malarz który zobowiązał się pomalować ściany za wynagrodzenie i dostał zaliczkę nie może powiedzieć, że nie ma ochoty i praca ogranicza jego swobodę. Oczywiście jak w grę nie wchodzą sprawy dowodowe w sądzie, w zupełności wystarczy umowa ustna, też obowiązuje.

Podsumowując, ważne jest ustalenie zasad w związku. Jeśli są znane, to łatwiej je później przestrzegać, nie ma dylematu kiedy pojawi się "okazja", czy to coś dobrego i trzeba skorzystać, czy może złego i sobie darować. Nie ma co liczyć, że "wiadomo" bez żadnych ustaleń, bo ludzie bywają ostatnio tak różni w sprawach seksualności, że nic nie wiadomo.

poniedziałek, 27 września 2010

Zagadka UFO rozwiązana

Odpowiedź zależy od wyjaśnienia kwestii, skąd wzięło się życie na Ziemi. Naukowcy przez ostatnie 150 lat uparcie utrzymywali, że przez setki milionów lat samo sobie wyewoluowało z materii nieożywionej. Ignorowano (i nadal się ignoruje) dowody przeciwne, gdyż wyjaśnienie ich przeraża - tam, gdzie coś jest nieznane, wkracza wiara w zjawiska nadprzyrodzone. Więc wmawia się, że ewolucja jest faktem, bo musi być faktem, nie ma innego wyjścia. To absolutnie nie jest podejście naukowe, ponieważ nagina fakty do wyobrażeń i ignoruje te niewygodne.
Przykładem jest choćby datowanie izotopowe potas-argon. Nie wiem jakim cudem ustalono okres połowicznego rozpadu na 600mln.lat, teraz ta liczba figuruje w podręcznikach fizyki i uznawana jest za niepodważalny dogmat. Ciekawe efekty daje zastosowanie tej metody do młodych skał o znanym czasie powstania (dokładnie wiadomo, kiedy nastąpiła erupcja wulkanu i uformowanie się skały wulkanicznej). Zamiast spodziewanych kilkudziesięciu lat wychodzą setki tysięcy, a nawet miliony lat. Łatwo poradzono sobie z tą zagadką - po prostu uznano, że nie należy stosować datowania izotopowego dla skał młodszych niż 100 tysięcy lat. Tylko co w przypadku, kiedy niemal wszystkie skały wulkaniczne powstały zaledwie kilka do kilkudziesięciu tysięcy lat temu w wyniku kataklizmu?
Udowodniono również, że warstwy skalne (a właściwie to laminy) formują się jednocześnie (bocznie), więc głębokość nie świadczy o czasie ich powstania, wyżej położone nie są młodsze od głębszych. Powstawanie skał pokazały współczesne wybuchy wulkanów, m.in. św. Heleny. Tematykę już omawiałem więc nie będę się powtarzał, do celów dalszego omówienia zakładam, że życie na Ziemi mogło powstać dosyć szybko i zaledwie kilkadziesiąt lat temu. To kwestia prawdopodobieństwa, jeśli dowiem się o istnieniu choć jednego niepodważalnego dowodu na ewolucję trwającą miliony lat, to zmienię zdanie.

Rozwiązanie zagadki "nagłego" powstawania nowych gatunków jest proste - skąd współcześnie biorą się nowe gatunki?
I nasuwa się kolejne pytanie - co zrobiliby naukowcy, kiedy dostaliby możliwość w miarę swobodnego podróżowania w kosmosie? Już teraz są plany przeniesienia glonów na Marsa, by wytworzyły tlen niezbędny dla kolejnych form życia, w miarę możliwości zmodyfikowanych genetyczne by lepiej przystosować je do nowego środowiska. Na przeszkodzie stoją koszty i ryzyko związane nawet z tak pobliskimi lotami, ponieważ napęd rakietowy nie za bardzo się nadaje, ledwo sprawdza się w lotach na orbitę, a Księżyc to już granica możliwości. Okazuje się, że inne możliwości napędu są bardzo proste, wystarczyło tylko odrzucić przestarzałe wzorce zaczerpnięte z mechaniki i trochę pomyśleć.
Prawdopodobnie życie na Ziemi utworzyli jacyś ludzie z innego świata, niewiele różniący się fizycznie od nas, na ulicy byliby nieodróżnialni, co najwyżej wzięci za cudzoziemców. Żadne jaszczury, modliszki, krewetki, kałamarnice, małe szare karły z wielkimi łysymi czachami, po prostu ludzie.

I tu niestety wkraczam w sferę ufologii. To dziedzina często skupiająca najdziwniejszych ludzi, szukających rozrywki i odskoczni od rzeczywistości, wyrządzających przy tym mnóstwo szkód. Rzetelność często nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Ktoś coś zobaczy, ktoś coś usłyszy, ktoś coś dopowie, ktoś coś spreparuje, mnożą się przeróżne mity oraz teorie spiskowe. Ten, kto chce się czegoś dowiedzieć, wpada w to bagno i się topi. Dlatego poważni naukowcy unikają tematyki. Temat ciekawy i coś jest na rzeczy, ale szkoda czasu zmagać się z takimi idiotycznymi "dowodami" jak poniższy:
Raelianie mają ten sam problem - próbując komuś wyjaśnić swoje przesłanie, automatycznie wpadają w szufladkę w mózgu z napisem "dziwaczności", gdzie mieszkają baśniowe stworki i mało kto dalej słucha, co naprawdę mają do powiedzenia.

Z reguły widywane pojazdy posiadają kształt dysku, co świadczy o wiarygodności przekazów. Jak wygląda statek kosmiczny, każdy wie z literatury i filmów, ale nie, wbrew wszystkiemu ludzie uparli się widywać dyski, bez żadnych dysz rakietowych i czasem świecące się. To ewidentnie świadczy o zastosowaniu elektromagnetyzmu, wirującego pola magnetycznego, choć do niedawna nikt nie miał pojęcia jak prawa Maxwella zaprząc do napędu.
Jeszcze w latach pięćdziesiątych, kiedy doniesienia były nieliczne, widywano podróżujących tymi statkami ludzi. Oj, coś się nie zgadzało - ewolucja! Przecież na innych planetach nie może być ludzi. Mało kto uwierzył w tamte przekazy, a zaczęły się mnożyć najprzedziwniejsze stwory, jakie tylko zdołała wymyślić wyobraźnia. Sen można odróżnić od jawy tylko na podstawie nierzeczywistych okoliczności. Sam czasami orientowałem się jedynie po tym, iż rozkład pomieszczeń w znanych mi budynkach był zupełnie inny, a spotykałem tam nie tylko ludzi.

Należałoby poruszyć kwestię postawy rządów. Te z pewnością gromadzą doniesienia od swoich wojskowych, bo nie mają innego wyjścia, trzeba coś z nimi zrobić. Ale nie mają pojęcia, o co w tym chodzi (a ufolodzy im nie powiedzą, bo sami nie wiedzą:), czy jest jakieś zagrożenie, więc na wszelki wypadek nie informują o tym opinii publicznej, by niepotrzebnie nie wzbudzać sensacji. Sprawa z pozoru dziwna - są obserwacje, są dane z radarów, są filmy, te pojazdy bawią się w kotka i myszkę z samolotami wojskowymi, są [niektóre] piktogramy w zbożu. Jakiś horror, czy coś:)

Nasuwa się pytanie - dlaczego ci ludzie z gwiazd nie chcą nawiązać oficjalnych kontaktów? Odpowiedź - a czy ludzie z Ziemi chcą? Czy może wystraszą się nieznanego i staną się agresywni? Czy którekolwiek państwo, posiadające w swoich archiwach niepodważalne dowody, zechciało zbudować ambasadę i oficjalnie zaprosić gości? To kwestia elementarnej kultury osobistej, nie odwiedza się kogoś nie będąc zaproszonym, a jeśli chce się być zaproszonym należy się zaanonsować, nawet Koran kładzie na to szczególny nacisk. Jakoś władze nie mają dosyć rozumu, by wpaść na ten najbardziej oczywisty pomysł. Latają im spodki ostentacyjnie przed samymi nosami, a ci debile nie wiedzą, co z tym zrobić.
Przybysze postępują bardzo racjonalnie. Ludźmi kieruje nadzieja i obawa, lecz dopóki ciekawość nie przezwycięży strachu, nie ma możliwości kontaktów pomiędzy odmiennymi kulturami.
Coraz liczniejsze doniesienia o obserwacjach świadczą o tym, że tamci chcą oswoić ludzi ze swoją obecnością. W ciągu ostatnich 20-tu lat świat bardzo się zmienił, mentalność również, a to dopiero początek. Dzięki Internetowi ludzie zaczynają rozumieć, że wszyscy "inni"  też są ludźmi, niezależnie od koloru skóry, narodowości, preferencji, religii.

Zetknąłem się z informacjami, o niemożliwej do ustalenia wiarygodności, że niektóre państwa próbowały zestrzelić UFO, co czasem kończyło się zniszczeniem atakujących samolotów. To nie świadczy o wrogości przybyszów, bo to oni zostali zaatakowani. Atakowanie tego typu pojazdu może być niebezpieczne, ponieważ sztuczna inteligencja nadzorująca jego mechanizmy ma ustawiony priorytet na ochronę załogi. W przypadku wykrycia niebezpieczeństwa automatycznie zareaguje, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć co się dzieje. Nie da się zmniejszyć czułości, gdyż może się okazać, iż atakujący dysponuje nowym rodzajem broni, tym razem skutecznym. Inaczej dałoby się wyprowadzić ją w pole dzięki podstępowi (zainstalowanie potężnej broni na prymitywnej maszynie, pozornie nie stanowiącej większego niebezpieczeństwa).

Często pada jeszcze jedno pytanie - dlaczego oni nie pomogą ludzkości rozwiązać problemów? Odpowiedź jest prosta - ludzie doskonale potrafią sami sobie poradzić, o ile tylko chcą. Jeśli nie popełniają błędów, to niczego na nich się nie nauczą. Analogiczny problem do zagadnienia, dlaczego Bóg (jeśli istnieje), pozwala na zbrodnie i nieszczęścia. Ale czy na pewno Święte Księgi ludzkości mówią o nadprzyrodzonym duszku? Przeczytałem Biblię i Koran, lecz jakoś nie odniosłem takiego wrażenia, nie było tam niczego nieznanego od kilkudziesięciu lat (!) z książek i filmów science-fiction (niewidzialność, wskrzeszanie zmarłych dzięki kopii DNA i umysłu, przenikanie ścian, podróże poprzez poza-przestrzeń  itd.), a nawet osiągalnego przy aktualnym stanie wiedzy ("niepokalane poczęcie" czyli zapłodnienie in-vitro, kreacja nowych gatunków dzięki inżynierii genetycznej).
Natomiast Wszechświat kieruje się tylko przypadkiem i minimalizacją energii - galaktyki, gwiazdy, planety, kryształy są tego wynikiem. Materia sama w siebie nie jest inteligentna, Wszechświat może być inteligentny tylko dzięki skupieniu materii w inteligentną istotę, kiedy ta istota umiera, materia się rozprasza. Próżnia nie jest inteligentna (choć nie jest pusta).
Cóż, świat leci do przodu jak oszalały i nie wszyscy za nim nadążają.

Co jest bardziej nieracjonalne - wiara w nadprzyrodzonego ducha czy w życie na innych planetach? Bo to drugie istnieje niemal na pewno, a wiara w byty nadprzyrodzone zawsze okazywała się wynikiem niedostatecznej wiedzy.

---dodane---
Może parę słów wyjaśnienia, dlaczego na pewno takie pojazdy są sterowane sztuczną inteligencją i nie muszą (ani nie mogą) mieć pilotów. Otóż pilot (np. samolotu) przechodzi długotrwały trening w różnych warunkach, by nauczyć się procedur. Później tylko powtarza wyuczone czynności, niczego nie pozostawia się przypadkowi i kreatywności pilota, bo po prostu w nietypowych sytuacjach nie ma czasu na myślenie, trzeba działać. Nic nie stoi na przeszkodzie (oprócz poziomu techniki), by zastąpić pilota wyspecjalizowaną sztuczną inteligencją, co ma tylko same zalety: nieporównanie szybszy czas reakcji, uwzględnianie informacji z niedostępnych człowiekowi zmysłów (czujników), nigdy się nie męczy ani nie dekoncentruje. Sztuczna inteligencja jest również bardzo niezawodna (to nie komputer), gdyż tak jak mózg człowieka może sprawnie funkcjonować pomimo uszkodzenia znacznej części neuronów. To byłaby wyspecjalizowana sztuczna inteligencja, bez możliwości rozwijania umiejętności nie związanych ze swoim przeznaczeniem, więc nie może być mowy o jakimś buncie czy niesubordynacji.
Przy prędkościach osiągalnych przez takie pojazdy (nawet kilkadziesiąt tyś. km/h w atmosferze, poza nią to licho wie) po prostu nie ma czasu na machanie jakąś wajchą przez pilota, w przypadku wykrycia kursu kolizyjnego (z innym pojazdem, asteroidą itp.) człowiek nie zdążyłby zareagować.
Charakterystyczną cechą takich pojazdów byłoby puste wnętrze, żadnych przyrządów sterowniczych, wskaźników. Ingerencja człowieka ograniczałaby się tylko do wydania ustnego polecenia, co pojazd ma robić i gdzie się udać. Jak samochód z szoferem.
Jedynym uzasadnieniem sterowania przez człowieka mogłaby być tylko przyjemność pilota, ale w tym przypadku i tak odczucia nie różniłyby się od gry komputerowej. Ręczne sterowanie możliwe byłoby jedynie przy minimalnych prędkościach.

W tym zakresie wizerunki pilotów statków kosmicznych, pokazywane w filmach, są całkowicie błędne. Ludzie nie daliby sobie rady w trójwymiarowym środowisku bez punktów orientacyjnych, oraz z licznymi przeszkodami.

niedziela, 26 września 2010

Jezus królem Polski?

Kolejna grupa (tym razem już inna) domaga się koronacji Jezusa na króla Polski. Pomysł ciekawy, ale nasuwa mi się pytanie - w jaki sposób zostanie potwierdzona tożsamość Jezusa, gdyby jednak zechciał przybyć i objąć należny mu tron? Takie kwestie muszą zostać rozstrzygnięte przed zmianą ustroju z demokracji na monarchę, są bardzo istotne gdyż przepisy nie mogą powoływać się na wiarę w gusła. Sukcesja tronu to ważna sprawa, inaczej dojdzie do chaosu. Podobno sam Jezus jest nieśmiertelny, ale to nie ma znaczenia, dopóki się nie ujawni, to wedle standardów prawa musi zostać uznany za zmarłego (do tego wystarczy 10 lat niedawania znaku życia, a minęło już blisko dwa tysiąclecia). W takim przypadku tron dziedziczą spadkobiercy. Ostatnio oficjalnie się ujawnili - po nieudanym powstaniu żydowskim i zniszczeniu świątyni Jerozolimskiej dali początek Merowingom we Francji i Stewartom w Szkocji, a potomkowie tych rodów żyją po dziś dzień.

Koronacja Jezusa paradoksalnie ograniczyłaby również wpływ Kościoła w kraju. Otóż, jeżeli mają jakieś dokumenty potwierdzające pełnomocnictwo do reprezentowania Jezusa, to niech ujawnią!
To bardzo mało prawdopodobne, gdyż Kościół Katolicki powstał na polecenie cesarza Konstantyna z jednej z wielu gmin chrześcijańskich, leżących wokół Morza Śródziemnego. Chociaż to nie jest pewne, ponieważ dowody wskazują na sfałszowanie tzw. "Donacji Konstantyna". Kościół powołuje się również na dwóch Apostołów, przemilczając działalność pozostałej dziesiątki. Nawet, wbrew legendzie, pierwszym papieżem nie był św. Piotr, za Jego życia Rzym miał już biskupa. Po upadku Zachodniego Imperium Rzymskiego Kościół zawarł przymierze z Merowingami, ale ich zdradził, niemal wszystkich wymordował (czyli Kościół, nie chcąc dzielić się władzą, obrócił się przeciwko rodzinie Chrystusa, którego kazał ludowi czcić jako Boga!), a na tron posadził ich majordomusa Pepina z Heristalu, który dał początek dynastii Karolingów, a historia rządów poprzedników została sfałszowana. Merowingowie preferowali rozwiązania pokojowe, kierowali się szacunkiem dla każdego człowieka oraz sprawiedliwością, małe hokus-pokus i są określani jako "władcy słabi oraz nieudolni".
Czyli lepszymi referencjami mógłby pochwalić się Kościół Prawosławny.

Przedstawione informacje są znane osobom zainteresowanym tematyką, stąd niechęć Europy do powoływania się na "wartości chrześcijańskie" (w domyśle - na zdanie dostojników kościelnych). Organem doradczym Parlamentu Europejskiego jest Europejska Rada Książąt, skupiająca przedstawicieli trzydziestu trzech europejskich domów panujących.

sobota, 25 września 2010

Kontrowersje dotyczące śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej

Rządowi zarzuca się, że niewiele robi by wyjaśnić przyczyny. A co niby ma robić? Przecież to nie rząd prowadzi śledztwo, tylko komisja i prokuratura. Rząd ma niewielki wpływ na prokuraturę (pośrednio poprzez ministra sprawiedliwości), a żaden na komisję. Gdyby próbował wywierać jakiekolwiek naciski (co byłoby bezprawne), to też by były kontrowersje, że ingeruje w przebieg śledztwa. Rząd nie ma ani uprawnień, ani kompetencji, by prowadzić śledztwa dotyczące katastrof lotniczych. Taka jest demokracja, że każdy ma swoje zadania i nie ma żadnych dyktatorów o nieograniczonej władzy, którzy mogą wtrącać się we wszystko i móc każdemu coś nakazać.

Ponoć dziwna jest też postawa Rosji. A mnie dziwi, że w ogóle chcą współpracować po oskarżeniach, jakie padły w ich kierunku. Spekulacje o zamachach, o mordowaniu ocalałych, o rozpylaniu gazu w kabinie załogi, o użyciu supertajnych broni, a ostatnio komisja parlamentarna doszła do wniosku, iż żadnej mgły nie było, więc nie mogła być przyczyną, to tylko dziennikarze w zmowie z rządami Polski i Rosji spryskali obiektyw kamery. To już nie poziom dziecka z podstawówki, ale z klasy specjalnej troski. Takich oskarżeń nie rzuca się bez wiarygodnych dowodów. I to nie są wysuwane przez jakąś małą grupkę paranoików, tylko przez drugą pod względem poparcia partię w kraju.

---dodane---
Owa partia ma przewagę w Radomiu i wcale nie jest wolna od machlojek oraz niekompetencji.

czwartek, 23 września 2010

Odmieńcy

Jak dalece różni się religia od Świętej Księgi na którą się powołuje, może zobrazuje pewien przykład.

Ostatnio wyrzucono z pracy w szkole katolickiej nauczycielkę, która okazała się być lesbijką. Prawo kościelne zakazuje zatrudniania takiej osoby. Ale mnie nasuwa się pytanie - w którym konkretnie miejscu swojej Ewangelii Jezus nakazuje wyrzucać z pracy lesbijki? Jezus nigdy nikogo nie osądzał ani nie odtrącał. Nigdy nie powiedział "kochaj bliźniego swego, chyba że się różni".

Skoro te zasady "(niby)moralne" nie są oparte bezpośrednio na nauce Jezusa, to u licha na czym? Może komuś zależy na wpajaniu dzieciom strachu przed innością, na tworzeniu sztucznych podziałów pomiędzy ludźmi, szerzeniu nienawiści? Czy aby na pewno wiadomo, kogo reprezentuje Kościół Katolicki?

Przecież ta kobieta nikomu krzywdy nie zrobiła, była tylko inna, a w wielu dziedzinach mogła okazać się bardzo wartościową osobą. Tak samo jak inni dzięki cesze wrodzonej byli kiedyś Murzyni, kolor skóry ponoć wskazywał na pokrewieństwo z Szatanem, więc można ich było zaprząc do niewolniczej pracy i pozbawić wszelkich praw.

Ludzie zawsze będą się różnić pomiędzy sobą, więc niepogodzenie się z tym sprawi, iż konflikty będą się ciągnąć w nieskończoność. To przecież odmienność wzbogaca ludzkość.
Nawet tchórzostwo i chciwość Judasza udało się wykorzystać dla dobra ludzkości.

Święte Księgi (Biblia, Koran i Księga Mormona) są bardzo mądrze napisane, więc różni samozwańcy biorą je do ręki, głoszą iż to oni są jedynymi reprezentantami ich Autora, przeczytają kilka wyrwanych z kontekstu fragmentów a ciemny lud jest zachwycony, podsyca ego owych samozwańców. Choć sami nie mają pojęcia o czym są te księgi, więc w swojej arogancji wymyślają najdziwniejsze nakazy i zakazy, z których wynika, że ów "Bóg" się pomylił tworząc rzekomo niedoskonały świat i ludzi, ale oni to naprawią. A doskonałość tkwi właśnie w różnorodności, dzięki niej świat może się zmieniać. Bez zmiany panowałby zastój, a wtedy istnienie świata pozbawione byłoby sensu. Ruch to życie, bezruch to śmierć.

Hitler też zaczynał od zwalczania "niemoralnych" homoseksualistów...