sobota, 23 października 2010

In vitro i co jeszcze?

Okazuje się, że poczęcie jest cudem, to Bóg daje życie i tylko On może odbierać. Widocznie nie zauważyłem, że podręczniki biologii z podstawówki już nie obowiązują. Teraz będzie obowiązywała nowa teoria naukowa dotycząca zapłodnienia - to cuda się dzieją w komórce, nie żadne reakcje chemiczne ani łączenie się DNA.
I Bóg jest przeciwny zapłodnieniu in vitro. Zapewne osobiście objawił to księżom, bo nigdzie w Biblii nie ma wzmianki o takim zakazie.
To Bóg ma wyłączne prawo stosować in vitro (a niby jakim innym cudem Jezus mógł się narodzić bez udziału mężczyzny?).

Skoro już o absurdalnych tematach mowa. To może dorzucę swoje trzy grosze i zaproponuję jeszcze delegalizację lotów samolotem, najlepiej pod groźbą więzienia i ekskomuniki.
Jest nawet uzasadnienie - gdyby Bóg chciał aby ludzie latali, to dałby im skrzydła. A skoro nie dał, widocznie jednak nie chciał by latali. Za to dał skrzydła nadprzyrodzonym aniołom. Wniosek z tego taki, że lot jest domeną nadprzyrodzonych bytów. Lot dzięki technice byłby wkraczaniem w nadprzyrodzone kompetencje zarezerwowane wyłącznie dla Boga.
Znalazłyby się nawet badania naukowe - na wysokości panuje znacznie wyższy poziom promieniowania kosmicznego niż na powierzchni Ziemi, więc loty mogą szkodzić. Kto wie do czego doprowadzą, może jakiś wad genetycznych u dzieci...

---dodane---
To prawda, że życie człowieka zaczyna się w chwili poczęcia. Ale z drugiej strony zarodek nie jest człowiekiem, tak jak nasiono nie jest rośliną. Zarodek to kilka komórek, nie różnią się one niczym szczególnym od jakichkolwiek innych komórek organizmu. Codziennie tysiące komórek w organizmie umiera, pojawia się tysiące nowych, to naturalna kolej rzeczy i nikt ich nie opłakuje.

Wydaje się, że sprzeciw Kościoła nie ma podłoża racjonalnego, wbrew twierdzeniom o "mordowaniu" zarodków. Problem jest raczej natury teologicznej.
Otóż Kościół zakłada, że Bóg jako nadprzyrodzony byt tworzy duszę i w chwili poczęcia "wciela" ją do zarodka. W doktrynie nie ma reinkarnacji. Jeśli nie da się tej duszy szansy przeżycia, to będzie problem z wstąpieniem jej do "zaświatów", gdyż nie da się jej osądzić, nie miała okazji nagrzeszyć lub dokonać dobrych uczynków.

Podejście Kościoła jest oczywistym nonsensem. Jeśli świadomość to wynik istnienia duszy, to zwierzęta i rośliny również posiadają duszę, choć nie tak rozwiniętą jak ludzka. Wtedy zabijanie jakiejkolwiek formy życia byłoby niedopuszczalne, w wyniku czego ludzie umarliby z głodu lub z chorób.
Różnica pomiędzy ludźmi i zwierzętami nie polega na posiadaniu jakiejś innej duszy, ale na innej budowie mózgu. Gatunek ludzki jako jedyny posiada sześciowarstwową korę nową, stąd możliwość złożonych zachowań i rozumowania abstrakcyjnego.

Takim oto sposobem średniowieczne zabobony, wynikające z niskiego stanu wiedzy setki lat temu, po dziś dzień odciskają piętno. Kto chce wierzyć Kościołowi, jego sprawa, ale nie można swoich urojeń narzucać innym.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

(...)Wydaje się, że sprzeciw Kościoła nie ma podłoża racjonalnego, wbrew twierdzeniom o "mordowaniu" zarodków. Problem jest raczej natury teologicznej.
Otóż Kościół zakłada, że Bóg jako nadprzyrodzony byt tworzy duszę i w chwili poczęcia "wciela" ją do zarodka. W doktrynie nie ma reinkarnacji. Jeśli nie da się tej duszy szansy przeżycia, to będzie problem z wstąpieniem jej do "zaświatów", gdyż nie da się jej osądzić, nie miała okazji nagrzeszyć lub dokonać dobrych uczynków. (...)
Musze tutaj również zabrac głos. Wszystko co ma swój początek ma też swój koniec. Różne religie przeżywały rozkwit i schyłek. Podobnie Kościół Katolicki - kiedys prężnie się rozwijający - dzisiaj w regresie - ale to dlatego, że jest ostoją konserwatyzmu. Problemem kościoła nie sa tylko sprawy zapłodnienia "in vitro" ale rozwody, celibat, i inne. W raz z kolejnymi rozwodami spada liczna wiernych mogących uczestnioczyć w sakramentach. Przez to notuje sie wzrost spraw o stwierdzenie ze malzeństwo nie zostało ważnie zawarte zgodnie z prawem kanonicznym - ale to wiąże się z orzeczeniem o winie jednej ze stron i jej trwale uniemożliwia funkcjonowanie w sakramentach a z logicznego punktu widzenia jest obłudą.
W polsce kosciół był o tyle silniejszy ze przez długie lata byl ostja walki z sytemem podczas gdy na zachodzie kościół ulegał regularnemu demontażowi struktur - nie liczac np Włoch dzie mafia jest we wszystkich dziedzinach życia więc jest elementem cememtującym kultywującym lokalne tradycje w tym kościelne.
W miarę rozpadu rodziny jako komórki upada i kościół, bo wirni zostaja wylaczeni jako osoby drugiej kategorii.

MaRa pisze...

Nie tylko polityka kościelna sprawa, że ludzie odchodzą.
Ludzie po prostu zaczynają sobie zadawać pytanie, czy to co mówi Kościół ma jakikolwiek sens.

W Polsce mocno się trzyma też z tego powodu, że ludzie przez dziesięciolecia byli odcięci od świata. Wiedzieli tylko to, co mówiło państwo, co mówił Kościół (z czego państwo nie było wiarygodne, pozostawał Kościół), oraz czasem co mówiło Radio Wolna Ameryka.

Na Zachodzie panowała znacznie większa swoboda wymiany informacji, od stuleci istniały inne religie i odłamy (jak protestanci). Tam ludzie zdają sobie sprawę z różnorodności świata, z tego że inni nie są "źli", tylko mają odmienne zdanie.