poniedziałek, 30 maja 2011

Obalanie komunizmu

Obecnie tworzy się mitologia, jakoby robotnik na spółkę z księdzem walczyli z ustrojem komunistycznym. Takie zaklinanie rzeczywistości.

Stosunki pomiędzy Kościołem a władzami komunistycznymi nie układały się najlepiej z racji zupełnie odmiennej filozofii. Komunizm z zasady był krańcowo ateistyczny, negował istnienie bytów nadprzyrodzonych. Natomiast Kościół bazuje na wmawianiu ich istnienia. Więc władze uważały księży za naciągaczy, mamiących ludzi. Stąd konflikt.

Z robotnikami też była ciekawa sytuacja. Tak naprawdę nigdy nie chcieli obalać ustroju, bo było im w nim bardzo dobrze. Jak robotnik szedł do pracy, po drodze wstępował na piwo. Kiedy już dotarł, pół dnia grał w karty i pił wódkę, przez kolejne pół dnia udawał, że coś robi. Wydajność pracy w państwowych zakładach była niemal zerowa. Za to zarobki robotnik miał duże, dwa razy większe niż ktoś po studiach.
W takiej sytuacji ustrój ekonomicznie nie wyrabiał, towarów brakowało, więc rząd próbował podnieść ceny aby zrównoważyć popyt z podażą (ludzie chcieli kupować, mieli pieniądze, ale nie było wystarczająco dużo towarów). Jak rząd podniósł ceny, to robotnicy się buntowali, gdyż im stopa życiowa malała (znaczy się mogli kupić mniej wódki i papierosów za tą samą wypłatę, bo na jedzenie mieli, a innych towarów nie było). Te strajki to nie były przeciwko ustrojowi, chodziło po prostu o podniesienie wynagrodzeń.

Robotnicy wyszli na ulicę, po drodze demolując sklepy i podpalając samochody. Rzucali w milicjantów czym popadło. Na to milicjanci reagowali, bo nic innego nie mogli zrobić. Tak pojawiły się "ofiary prześladowań".
Oczywiście to nieco uproszczony obraz sytuacji, często reakcja milicji była przesadzona, zbyt brutalna. W samej milicji też nie brakowało patologii, całymi dniami pili wódkę, a wieczorami bili żony, więc nic dziwnego, że z zatrzymanymi również się nie cackali. Do pracy w policji i prokuraturze przyjmowano często bardzo prymitywnych ludzi, zamiast profesjonalizmu bardziej liczyły się znajomości i powiązania rodzinne. Milicja nie różniła się od innych zakładów pracy, tam też każdy udawał że coś robi, a państwo udawało, że płaci.

W latach osiemdziesiątych zaczęły powstawać pierwsze małe prywatne firmy. Z powodu braku towarów na rynku i drogich zachodnich walut zarabiały ogromne pieniądze. Pamiętam kolegę z podstawówki, którego tata miał mały warsztat produkujący żaluzje - mieszkali w 12-pokojowej willi i jeździli nowym Mercedesem, podczas gdy kilkanaście lat trzeba było czekać na Malucha.
Firmy te borykały się z poważnymi trudnościami w znalezieniu pracowników, pomimo oferowanych kilkukrotnie wyższych zarobków. Nie było chętnych do pracy u "prywaciarza", bo ten oczekiwał wyników, a nie udawania. Trzeba była naprawdę pracować.

Zupełnie inna sytuacja była z inteligencją. Ustrój komunistyczny miał taką wredną cechę, że próbował dopasować ludzi do ideologii, niszczył indywidualność oraz prywatną inicjatywę. Wiele przedsięwzięć upadło z tego powodu, że z Moskwy zakazali, aby Polska w niczym nie przewyższyła Związku Radzieckiego.
W swoim czasie było wiele ciekawych krajowych projektów, nawet prototypy komputerów daleko przewyższały nowoczesnością ówczesne konstrukcje zachodnie. Gdyby nie polityka, obecnie Dolina Krzemowa znajdowałaby się w Polsce, a nie w Kalifornii. A to tylko jeden z wielu przykładów.
Stąd wynikała niechęć wielu pracowników wyższych uczelni do władz.

To wszystko się zazębiło, Solidarność dostawała wsparcie finansowe oraz sprzęt od amerykańskiej CIA za pośrednictwem biur w Paryżu i Londynie oraz Watykanu. I padło.

Zresztą chyba żadna z dotychczas wcielonych w życie ideologii nie zauważyła oczywistego - nie da się zmienić ludzi, dopasować do jakiś ideałów. Ale można pójść w odwrotną stronę, czyli rozwijać potencjał indywidualnego człowieka, co w ostatecznym rozrachunku przyczyni się do rozwoju całej społeczności. Częściowo jest to realizowane w kapitalizmie, ale nie do końca - kiedy naczelnym motywem jest zysk, pojawiają się liczne patologie, jak zasada planowanego zużycia produktów.
W NRD opracowano żarówkę, która miała wielokrotnie wyższą żywotność od tradycyjnej. Oczywiście przestano ją produkować, jak tylko upadł Mur Berliński.
Kapitalizm ogranicza rozwój jednostki jeszcze bardziej niż komunizm, gdyż ludzie są zmuszani do wąskich specjalizacji i nie mają czasu na własne zainteresowania oraz talenty.

W życiu tak naprawdę liczą się dwie rzeczy:
  1. Czego się dokona.
  2. Kogo się spotka.
Spotkania pozwalają poszerzyć obraz świata i umożliwiają dokonania (jakiekolwiek, każde się liczy, nawet ugotowanie obiadu). Natomiast przedmioty szybko się nudzą, tylko chwilowo pobudzają zmysły do czasu utworzenia się ich modelu w umyśle, później przestają być dostrzegalne.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Tak - komunizm w poskim wydaniu to był wspaniały i błogi ustrój - ludzie nie musieli sie o nic martwić- za darmo wczasy, wakacje, opieka medyczna, szkoła, stidia pociągi (dla wielu grup społecznych np studenci) darmowe akademiki, mieszkania za darmo i z przydziału, talony na traktory - dostępne i niskie kredyty dla rolników i pod budowy domów - trzeba było - zakontrkatować - krówki swinki czy co tam......, promocje i gratisy dla górników i rózne bonusy np dla pracownikó pkp, służb - jak nigdzie poza obozem socjalistycznym....
Dzięki niemu ludzie nie musieli wiedziec coi to własność - nikt sie nia nie przejmował - stad do dziś wielu ludzi ma kłopoty z oszczędzanim - bo przez lata nauczyli sie że po co - czy się stoi czys ie leży wypłata sie należy - a po osiągnięciu odpowiedniego woeku - renty, emerytury - tak ludzie nauczyli sie żed daje państwo - bez rachunku ekonomicznego - ze ktoś musi zapracować - zeby państwo dawało - i skad te wszytskie darmowe gratisy !!!!!

Anonimowy pisze...

1. To nie prawda że nikt nic nie robił - ludzie pracowali od wczesnego rana - do późna w nocy. Były patologie jak wszędzie bo jak w duzym kombinacie pracoiwało 38 tysiecy ludzi (bo w kombinacie była oprócz różnych lini produkcji i dytrybucji np wlasna linia kolejowa, centrum obróbcze, tabor kolejowy, samochodowy i budowlany, własny dom kultury i biblioteka ) to stykali sie różni ludzie.
2. Były problemy z jakościa i ilościa pracy - ale nie wszyscy siedzieli przy szklanach z wódka od rana - bo inaczej nic by po tym komuniźmie nie zostało - przeciez jest tyle ze prywatyzuje się do dziś i jeszcze multum zostało...
postwało wiele obiektów - osiedli itp.
3. W celu podniesienia wydajnosci - stosowano system premii, funkcjonowalo pojecie czynu społęcznego - np wspólnej ze społeczeństwem budowy dróg lokalnych ze wspolnych publiczno - prywatnych środków (zamiast dzisiejszych np opłat adiacenckich od wzrostu wartosci nieruchomości)
4. Autor zapomina o uzaleznieniu od strategicznych parnerów.
Otóż funkcjonowaly róznego rodzaju kontrkaty - wiele zakładów musiało dostczyc np do ZSRR zakontraktowany towar w duzych ilosciach np 100 tys ton węgla, czy 50 tys par kozaków skórzanych - za to dostawały tzw. ruble transferowe - problem w tym z etaki kontrakt był na 30 lat - co rok trzeba było te 50 tys kozako - a nawet wiecej ze by pokazac że wspieramy bratni naród - ale cena za te kozaki - symboliczna - bez zmian przez te 30 lat !!!!!!!!!
5. Wieć gdy materiały szły w góre, koszty pracy tez i oprócz tego ze produkcja na rynek krajowy - to trzeba było zaopatrzyc bratnich sąsiadów - wiec ciać koszty produkcji by wywiazać się ze zleceń - wiec coraz gorszej jakosci i tańsze materiały z tandetnym wykonaniem - aby jak najtaniej zrobic i do przodu!!!!!!
Wiec system nie mógl wytrzymac ekonomicznie - skoro nagrody przyznawano za stosowanie tańszych materiałów gorsza jakosć i krótka żywotność produktu!!! A jednocześnie nic innego nie można było kupić!!!!
6. Tak wiec nie był to problem ż eludziom nie chcialo się robic - bliśmy wg róznych starych książek - w różnych dziedzinach przodującymi gopsodarkami - coż skoro do wydobycia węgla trzeba było dokłądac - bo szedł do bratniej DDR, ZSRR czy czy na Kube, a moze to zakontraktowana trzoda chlewna i zboza szły na kube albo do Afryki, - juz nie wiem - ale ta producja nie znikala w naszych żołądkach.
7. Dziś nie ma takich tabelek w książkach geografii - nie dla tego że nicnie produkujemy - bo produkujemy - ale mniej bo np produkcja chleba spada systematycznie - je się go dziś mniej - a za wiele pieczywa nie expoprtujemy.
8. Jak gospodarka była sterowana - to wszytsko było szczegółowo przeliczane dla celów statystyczno propagandowych - dzis żaden przedsiebiorca nie pozwoli żeby przyszedł mu urzednik i wyliczł czy dziennie produkuje np 10 tys butelek napojów - oraz w jakich ilosciach komu i kiedy sprzedaje - bo to jego prywatna sprawa - przynajmniej dopuki płaci podatki.

Anonimowy pisze...

Kościół znacząca skorzystał na upadku sytemu - stał się posiadaczem znaczących dobr z czeg nie wszyscy zdają sobie sprawę.
Otóz komunz - dekretami poprzejmowała różnego rodzaju własność prywatną. - Poszczególni ludzie - do dziś nie poodzyskiwali majatków. aLe kosciół - od poczatku - ustawow - został predystynowany do przekazywania mu mienia. Społecznosc żydowska - tez osobna komisja - ale tylko te tereny przeznaczone doodzyskiwania - gdzie znajowały sie obiekty sakralne. Wiec nie wszytskich pozbawionych własności potraktowano jednakowo. Kościół był od poczatku wuprzywilejowanej pozycji. Co do prześladowań - najwięcej kościołów powstało wszak za komuny.

MaRa pisze...

Ad.8) Dzisiaj produkcja w ciągu dwóch tygodni wynosi tyle, co za Gierka w ciągu całego roku. Ale tego nie widać, bo teraz są automaty, nie ma też zbyt wielu polskich marek.