Najmniejsze współcześnie produkowane nośniki USB i SD mają pojemność 32GB. Chociaż 64GB są minimalnie droższe, optimum cenowe to co najmniej 128GB, ale nie wszystkie urządzenia zaakceptują większe. W swoim zapasowym smartfonie za 600 złotych nówka mam 256GB pamięci wewnętrznej, oraz 256GB na karcie SD.
Płyta CD-Audio po kompresji zajmuje około 100MB. Można mocniej skompresować, ale niech jakość będzie zadowalająca.
Prosta matematyka - na najmniej pojemnych nośnikach 32GB mieści się ponad 300 płyt CD-Audio, ponad 3000 piosenek.
Ktoś ma więcej niż 300 ulubionych płyt i ponad 3 tysiące ulubionych piosenek? Nawet jak 600 ulubionych płyt i 6 tysięcy ulubionych piosenek, to 2-krotnie większy nośnik jest tylko minimalnie droższy.
Wkrótce ludzkość dostrzeże, że nie ma sensu płacić miesięcznego abonamentu, oraz opłat za zużyte internetowe łącze, skoro wszystkie ulubione piosenki można mieć offline na swoim urządzeniu.
20 lat temu, kiedy odtwarzacze MP3 zaczęły wypierać kasetowe walkmany, oraz discmany, to 1000x mniejsze nośniki, czyli 32MB, uchodziły już za duże. Na takim zmieściłaby się 1 płyta CD-Audio, w dodatku na dużej kompresji.
Pierwszy klasyczny iPod z 2001 roku miał pojemność dysku HDD 5 lub 10GB. Później rosła - 20, 40, 60GB, aby w ostatniej odmianie z 2007 roku do 160GB.
W 2004 roku pojawił się pomniejszony iPod Mini, który miał miniaturowy dysk twardy o pojemności 4GB.
Najmniejszy iPod Shuffle z 2005 roku nie miał dysku twardego, tylko pamięć półprzewodnikową 512MB lub 1024MB pamięci. Co oznacza 5 do 10 skompresowanych płyt CD-Audio (lub więcej na wyższej kompresji, ale to już słychać).
iPod Nano miał w zależności od rocznika od 1 do 16GB pamięci półprzewodnikowej, czyli od 10 do 160 płyt CD-Audio.
W okolicach 2010 roku zaczęły rozpowszechniać się smartfony. Pierwszy iPhone z 2007 roku miał 4 lub 8GB pamięci, a trzeba pamiętać, że tylko niewielką jej część dałoby się zagospodarować pod muzykę. iPhone 3G miał 8 lub 16GB pamięci. iPhone 4 z 2010 roku miał do 16GB pamięci. W 2014 roku iPhone 6 miał już do wyboru od 16 do 128 GB pamięci. Wersja 128GB była bardzo droga, a na mniejszych brakowało miejsca na cokolwiek.
W przypadku smartfonów z Androidem można było rozszerzyć pamięć, ale najpopularniejsze karty SD miały 8GB.
W tym okresie sprzedaż iPodów oraz innych odtwarzaczy MP3 się załamała. Bo smartfony też miały opcję odtwarzania muzyki, od odtwarzaczy MP3 funkcjonalnie różniły się tylko modułem komunikacji z siecią komórkową. Rozpowszechniający się Internet mobilny spowodował pojawienie się pakietów internetowych.
Więc mieliśmy złożenie się 3 czynników:
1. Rozpowszechnienie się smartfonów z funkcją odtwarzacza muzyki, a oddzielny odtwarzacz tylko dublowałby ich funkcje przy znacznie ograniczonej funkcjonalności.
2. Zbyt małą pojemność pamięci smartfonów, praktycznie uniemożliwiającą trzymanie na nich większych bibliotek muzycznych. Znacznie mniejszą niż wcześniej istniejące iPody, które zresztą były bardzo kosztownymi zabawkami.
3. Pojawienie się abonamentów z pakietami internetowymi, więc stałe połączenie smartfona z Internetem.
Wniosek: skoro nie dało się trzymać zbyt dużej ilości muzyki na smartfonie, a można było odtwarzać online z serwisu Spotify, to wygrała wygoda.
Ale ostatnio czynnik zbyt małej pamięci smartfonów zniknął. Więc to tylko kwestia czasu jak wszyscy się zorientują, że nie trzeba płacić abonamentu by słuchać muzyki, bo można ją przechowywać na samym urządzeniu.
Obrazek to ja namalowałem z użyciem sztucznej inteligencji, taki uzdolniony jestem 😜