niedziela, 13 grudnia 2009

Islam jedyną religią?

[Poniższy tekst jest oparty zaledwie na trzech pierwszych rozdziałach Koranu, stanowiących jego esencję. Bywa miejscami niezgodny z tradycyjną interpretacją, lecz nie podważa samej jego treści.]

Występujące w Koranie imię Boga, czyli Allach, bardzo przypomina jedno z hebrajskich imion Boga, czyli Eloah, stosowanego w niej w liczbie mnogiej - Elohim. Właściwie to nie imię, lecz stanowisko. A Muzułmanie uważają, że występuje tylko w ich Księdze. Taka mała dygresja na początek.
"Chwała Allachowi, Panu światów."
(Święty Koran, rozdz.1 werset 2)
Wbrew powszechnemu mniemaniu, Koran zabrania nawracania przy pomocy przymusu, ponieważ dobro jest wyraźnie odróżnialne od zła.
"W religii nie ma przymusu. Zaprawdę, droga właściwa odróżnia się od błędu, więc kto tylko odmówi bycia kierowanym przez grzeszników, i wierzy w Allacha, ten zaiste chwyta się za coś pewnego, co nigdy nie pęka. Allach jest Wszystkosłyszący, Wszystkowiedzący."
(rozdz.3, cz.3, werset 257)
Muzułmanie są przekonani, że ich religia jest prawdziwa i najważniejsza.
"Zaprawdę, prawdziwą religią u Allacha jest Islam. Ci zaś, którzy otrzymali Księgę, nie zgadzali się - otrzymawszy wiedzę - tylko z powodu wzajemnej zawiści. Jeśli ktoś odrzuca Znaki Allacha, to - zaiste - Allach jest Szybki w rozliczaniu."
(rozdz.3, cz.3, werset 130)
Ja w powyższym fragmencie jakoś nie mogę dostrzec zapewnienia, że Islam jest jedyną słuszną religią, lecz, że należy do religii "prawdziwych". A to różnica, zasadnicza.
"Zaprawdę, ludzie wierzący, Żydzi, chrześcijanie oraz Sabianie - jeśli jakaś ich część prawdziwie wierzy w Allacha i Dzień Ostatni oraz spełnia dobre uczynki - otrzymają nagrodę od Pana i nie spadnie na nich strach oraz nie zaznają smutku.
I przypomnijcie sobie czas, kiedy zawarliśmy z wami przymierze i wznieśliśmy wysoko nad wami Górę, mówiąc: "Trzymajcie mocno to, co wam daliśmy, i pamiętajcie, co się w tym kryje, abyście doznali zbawienia".
"
(rozdz. 2, cz.1, wersety 63,64)
Z naciskiem podkreślam, że każdej z Ksiąg nie można rozumieć w oderwaniu od innych.
"Powiedzcie: "Wierzymy w Allacha oraz w to, co zostało wam objawione, i co zostało objawione Abrahamowi i Izmaelowi, Izaakowi, Jakubowi i jego dzieciom, i co było dane wszystkim innym Prorokom od ich Pana. Nie dokonujemy między nimi żadnych rozróżnień. Jemu to siebie oddajemy"."
(rozdz.2, cz.1, werset 137)
Jest Tora, która weszła w skład Starego Testamentu, jest Nowy Testament, jest Koran, jest również Księga Mormona (nie uznawana przez Żydów, Chrześcijan i Muzułmanów, krytykujących poprzedników za błąd, który sami powielają), przekazana Josephowi Smithowi przez samego Moroniego, który za życia był starotestamentowym prorokiem, po śmierci został aniołem na dworze Jahwe/Allacha.
Podałem je w kolejności chronologicznej pojawiania się, gdyż Księga Mormona to już 19 wiek. Jednak zapełnia ona lukę pomiędzy Starym Testamentem a Nowym Testamentem. Zawiera jednoznaczną informację - że Jahwe/Allach posiada ciało, podobne do ludzkiego, lecz nieśmiertelne. Księga Mormona nie została objawiona, została fizycznie przekazana w postaci złotej księgi, zapisanej nieznanym dotychczas alfabetem. Oczywiście została odebrana po jej przepisaniu, by nie naruszać ludzkiej wolności wyboru.
Każda z ksiąg daje pewien poziom zrozumienia, lecz także przygotowuje grunt pod dalsze zrozumienie, które zmienia dotychczasowe postrzeganie poprzednich.
"Czy czytając tę Księgę zachęcacie innych, by czynili to, co dobre, i zapominacie o samych sobie? Czyż wtedy nie zrozumiecie?"
(rozdz.2, cz.1, werset 45)
Wszystkie razem stanowią dziedzictwo całej ludzkości, nie mogą sobie do nich rościć wyłącznych praw żadne grupy czy wyznania.
"A kiedy powiada się im: "Uwierzcie w to, co zesłał Allach", odpowiadają: "Wierzymy w to, co zostało nam zesłane", lecz nie wierzą w to, co zostało zesłane później, choć jest to Prawda spełniająca to, co jest z nimi. Powiedz: "Dlaczego zatem próbowaliście zabijać Proroków Allacha wcześniej, skoro wierzyliście?""
(rozdz. 2, cz.1, werset 92)
Oczywiście nie sugeruję możliwości połączenia istniejących religii w jedną. To by się nie udało.
Posłużę się analogią do świata przyrody - istnieje wiele gatunków, każdy doskonale dopracowany, lecz różniący się od innych. Każdy ma jakąś funkcję do spełnienia, bez niego równowaga przyrody zachwiałaby się. Nawet komar. Doskonałość ma nieskończenie wiele form.
"I zaiste, daliśmy Mojżeszowi Księgę, i zesłaliśmy Posłańców, by szli jego śladem. I Jezusowi, synowi Marii, daliśmy wyraźne Znaki i wzmocniliśmy go Duchem Świętości. Czyż zatem za każdym razem, kiedy będzie przybywał do was Posłaniec z tym, czego nie pragniecie, będziecie się zachowywać arogancko i traktować niektórych jak kłamców, a innych zabijać?"
(rozdz.2, cz.1, werset 88)
Pozostawienie wszystkich Ksiąg w jednych rękach spowoduje ich wypaczenie, zgodnie z interesami grupy.
A przecież Księgi nie mogą być sprzeczne ze sobą, gdyż wszystkie pochodzą z jednego Źródła. Jednak celowo zawierają pewne niejednoznaczności, by na jaw mogły wyjść ukryte w ludziach motywy.
"On to zesłał ci Księgę. Zawarte są w niej wersety niezachwiane i decydujące w znaczeniu - te są podstawą tej Księgi - a są też i inne, które dopuszczają możliwość różnorodnych interpretacji. Ludzie, którzy w sercach mają zepsucie, wyszukują takie wersety, które można różnie interpretować, starając się wywoływać niezgodę i szukając niewłaściwej dla danego wersetu interpretacji. A nikt nie zna właściwej interpretacji, z wyjątkiem Allacha oraz tych, którzy mocno opierają się na wiedzy. Oni to powiadają: "Wierzymy w to. Całość pochodzi od naszego Pana." I nikt nie zważa, jedynie ci, którzy obdarowani są rozumem."
(rozdz.3, cz.3, werset 8)
W pozostałych Księgach ewidentnie opisane są także osobiste spotkania. Więc opisy raju i zmartwychwstania w Koranie również należałoby rozumieć dosłownie, nie w przenośni.
"Spytaj Dzieci Izraela, ile wyraźnych znaków daliśmy im. Jeżeli jednak ktoś zmienia dar Allacha, kiedy ten na niego spłynie, wtedy zaprawdę Allach jest Srogi w swym karaniu."
(rozdz.2, cz.2, werset 215)
Może w inny sposób przedstawię to, co napisałem w tym wpisie.
"On jest tym, który kształtuje nas w łonach tak, jak tego pragnie. Nie ma nikogo godnego czci poza Nim - Potężnym, Mądrym."
(rozdz.3, cz.3, werset 7)
Ludzkość jest jak małe dziecko. Jego Rodzice chcą go dobrze wychować, nakreślają granice swobody, wpajają mu pewne zasady postępowania, gdy je łamie surowo go karzą. Lecz rozum dziecka, będący we wczesnej fazie rozwoju, nie jest jeszcze w stanie w pełni zrozumieć powodów istnienia tych zakazów oraz nakazów, więc Rodzice nie mogą mu ich wyjaśnić, muszą uciekać się do własnego autorytetu oraz fizycznej przewagi. Dla dziecka są bogami.
Wcześniej czy później dziecko dorośnie, zacznie cieszyć się nieskrępowaną wolnością i samo decydować o własnym życiu, będzie to robić świadomie, zdając sobie sprawę z konsekwencji własnych działań. Lecz wpojone zasady zostaną, będą dla niego punktem odniesienia. Może nawet zostanie godnym spadkobiercą swoich Rodziców.
"Natomiast ci, którzy wierzą i spełniają dobre uczynki, są mieszkańcami Nieba, w nim zamieszkają."
(rozdz.2, cz.1, werset 83)
Bez interwencji Rodziców dziecko wyrosłoby na zagubionego dzikuska, które samo siebie wychowało. Jak osierocone dziecko ulicy, kradnące i zabijające by przeżyć, mające pretensje do całego świata.
"Zaprawdę, każdy, kto czyni zło i jest ogarnięty przez swój własny grzech, jest mieszkańcem Ognia, w nim zamieszka."
(rozdz.2, cz.1, werset 82)
Zebrało mi się na rozważania wskutek informacji o problemach Raelian z władzami Iranu. Komentowanie świętych ksiąg to nie moja działka, nie mam do tego że tak ujmę autoryzacji. Po prostu mam zdolność zdobywania różnych informacji i nie powinienem ukrywać niektórych z nich, innych nie powinienem ujawniać. Że też ludzie nie mają innych zmartwień od wykłócania się o interpretację słów. Słowa nie są tego warte, są zaledwie cieniami Myśli, ważne jest życie.
"Allach - nie ma boga poza Nim, Żywym, Samoistnym i Wszechpodtrzymującym. Nie ogarnia Go drzemka ani sen. Do Niego należy wszystko, co znajduje się w niebiosach, oraz wszystko, co jest na ziemi. Kimże jest ten, kto odważa się wstawić do Niego, chyba że za Jego przyzwoleniem? On wie, co jest przed nimi i co za nimi. Oni zaś nie obejmują zmysłem Jego wiedzy z wyjątkiem tego, co On zechce odsłonić. Jego wiedza rozciąga się ponad niebiosa i ziemię, a troska o nich nie męczy Go. On jest Wysoki, Wielki."
(rozdz.2, cz.3, werset 256)
Powyższy fragment można interpretować, że Allach nie śpi, albo, że... nie należy do bytów ze świata snu, czyli nierzeczywistych, pozafizycznych. Słowami Elohim jest rodzaj przestrzennych obrazów powiązanych z innymi doznaniami, uniwersalny język myśli, wszystkich form życia we Wszechświecie, mową ludzi są niedoskonałe słowa, zmieniające znaczenie w zależności od kontekstu. Stąd trudności w jednoznacznym przekładzie pomiędzy nimi.

sobota, 12 grudnia 2009

Zmartwychwstanie

Święte księgi zawierają prawa i zasady postępowania, lecz blog miał być o technice.

W wielu miejscach Koran wspomina o przywracaniu do życia.
Poniżej fragment mówiący o Ezechielu, który przechodził obok Jerozolimy zniszczonej przez Nabuchodonozora:
"Lub czyś nie słyszał o podobnym człowieku, który przechodził obok miasta, które się zawaliło, i wykrzyknął: "Kiedy Allach przywróci je do życia po zniszczeniu?"
Wtedy Allach spowodował, że człowiek ten umarł na sto lat, a potem przywrócił go do życia i powiedział: "Jak długo pozostawałeś w tym stanie?" Ten odrzekł: "Byłem w nim przez dzień lub część dnia".
Allach rzekł: "Tak jest, lecz przebywałeś też w tym stanie przez sto lat. Spójrz teraz na twoje pożywienie i twój napój. One się nie zepsuły. Spójrz teraz na swojego osła. A uczyniliśmy to, byś był Znakiem dla ludzi. I spójrz na kości, na to, jak je ułożyliśmy i później przyodzialiśmy w ciało".
I kiedy stało się to dla niego jasne, powiedział: "Wiem, że Allach ma taką potęgę, by czynić, co tylko zechce".
"
(rozdz.2, cz.3, werset 260)
Muzułmanie interpretują ten fragment jako wizję. Lecz podobnie do Chrześcijan wierzą w Dzień Sądu.
"Jak możecie nie wierzyć w Allacha? Byliście bez życia, a On to życie wam dał, później zaś spowoduje, że pomrzecie, by następnie dać wam życie na nowo. Wtedy do Niego będziecie musieli powrócić."
(rozdz.2, cz.1, werset 29)
"Przypomnijcie sobie czas, kiedy Allach powiedział: "O Jezusie, spowoduję, że umrzesz śmiercią naturalną i podniosę cię osobiście, jak i oczyszczę z oskarżeń i wyniosę tych, którzy idą za tobą, ponad tych, którzy nie wierzą aż po Dzień Zmartwychwstania. Wtedy do mnie powrócicie, Ja rozsądzę was względem tego, czym jesteście poróżnieni"."
(rozdz.3, cz.3, werset 56)
Czasy się zmieniają, świat jest coraz lepiej rozumiany i brakuje w nim miejsca na 'zjawiska nadprzyrodzone', Steven Spielberg nakręcił "Park Jurajski"...

piątek, 11 grudnia 2009

Kara śmierci

W potocznym rozumieniu Muzułmanie wymachują kałasznikowami, podkładają bomby i obcinają głowy.

Lecz stanowisko Allaha wyrażone w Koranie jest jednoznaczne - morderca ma być ukarany śmiercią.
Dotyczy to również przypadku zabicia niewierzącego, jeśli ten złożył broń, był nieuzbrojony, co podkreśla postępowanie Mahometa wobec swoich towarzyszy.
Jest również uzasadnienie - jeśli ktoś nie szanuje życia innych ludzi, sam zasługuje na śmierć, gdyż traci prawo do życia jako członek społeczności ludzkiej.
"W prawie zadośćuczynienia jest dla was życie - o ludzie rozumni! - abyście mogli cieszyć się poczuciem bezpieczeństwa."
(rozdz.2,cz.2,werset180)

Czyli zabójca sam sobie jest winny, przecież nie musiał zabijać.
Władze mają obowiązek ukarać zbrodniarza, bez względu na jego pozycję społeczną. Jedynie najbliższa rodzina zamordowanego ma prawo przebaczyć mordercy w szczególnych okolicznościach (kiedy "sprawy mogą się polepszyć i przynieść poprawę dla obydwu stron"), lecz owo przebaczenie musi być zatwierdzone przez kompetentne władze, a zabójca ma zapłacić odszkodowanie. Prawdopodobnie chodzi o zapobiegnięcie wendetty pomiędzy zwaśnionymi rodami.

Może nieprecyzyjnie się wyraziłem, nie chodzi o "karę" w naszym rozumieniu tego słowa, ale o eliminację ze społeczeństwa niebezpiecznych jednostek, a sama kara miałaby czekać w "przyszłym życiu".

Śmierć jest uważana za humanitarną, ponieważ nie powoduje długotrwałego cierpienia. Koran w innym miejscu podkreśla, że lepsza jest śmierć od prześladowania.

Podobne stanowisko dotyczące morderców jest w Starym Testamencie, lecz z wyjątkiem zabójstwa nieumyślnego, w wyniku nieszczęśliwego wypadku a nie celowego działania. Okoliczności mają ustalić sędziowie, a skazanie może nastąpić tylko na podstawie zeznań minimum dwóch świadków (jeden może kłamać). Jak mniemam 'świadkiem' może być dowód materialny, ale wtedy jeszcze nie było naukowej kryminalistyki.

Obydwie księgi dopuszczają zemstę dokonaną przez członka rodziny zamordowanego, lecz preferują wydanie wyroku przez władze.

To ciekawe zjawisko, że święte księgi (Biblia, Koran i Księga Mormona) różnią się pomiędzy sobą niuansami. Lecz nie są ze sobą sprzeczne, uzupełniają się wzajemnie. By w pełni zrozumieć każdą z nich, trzeba poznać pozostałe.

Jest pewna różnica choćby wobec Kodeksu Hammurabiego, który czynił rozróżnienie ze względu na pozycję społeczną sprawcy.

środa, 9 grudnia 2009

Oszczerstwa wobec muzułmanów

W egzemplarzu Koranu, który właśnie czytam, znajduje się ciekawy komentarz. Otóż pewne tajne bractwa żydowskie, posługujące się symbolami, nie mogły pogodzić się z utratą monopolu na bycie "narodem wybranym" i posiadanie proroków, więc z zawiści oczerniały pierwszych Muzułmanów wobec innych narodów. Próbowały także doprowadzić do zamordowania Mahometa.
To egzemplarz z lat dziewięćdziesiątych, choć wątek dziwnie przypomina aktualną sytuację międzynarodową. Czyżby wyjaśniły się motywy wojny na Bliskim Wschodzie?

Najpierw Jezus podarował Jahwe wszystkim narodom, później Mahomet złamał monopol na proroków. Kogoś ambitnego ubodło. I tak animozje pomiędzy obydwoma narodami ciągną się przez stulecia.
A teraz rządy wplątały się w wewnętrzne rozgrywki pomiędzy klanami, nie dostrzegają prawdziwego zagrożenia dla demokracji. Nie jest nim Islam, lecz międzynarodowe organizacje mafijne, które przejmują firmy, nieruchomości, przekupują władze, nawet wystawiają swoich kandydatów w wyborach do Europarlamentu. We Włoszech próbuje się z nimi walczyć, w Niemczech pozostają bezkarne, nawet ofiary porachunków nie odwracają uwagi rządu federalnego od pilnowania facetów w turbanach.

Przestrzegam przed traktowaniem Żydów jako uczestników jakiegokolwiek spisku, zwyczajny właściciel sklepu z butami miałby tyle z tym wspólnego, co przeciętny Polak z aferami w swoim rządzie. Albo carskim, bo to też byli Słowianie jak my.

Wrażenia z lektury Koranu są pozytywne, to w zasadzie kontynuacja nauk pierwszych chrześcijan. Silny nacisk jest położony na moralne postępowanie człowieka. Z szacunkiem traktują nauki innych proroków Allaha, których zsyła różnym ludom na Ziemi.
Komentarze są bardzo inteligentne, silnie racjonalne z pewną niewielką dozą mistycyzmu. Allaha wyobrażają sobie jako istotę doskonałą, zamieszkującą wraz z aniołami inny świat, podobny do snu, lecz którego nie sposób sobie w pełni wyobrazić, więc twierdzą, że Mahomet posługiwał się metaforami ogrodów itp., a nie wiernym opisem. Wszystkie cuda z Biblii są wyjaśnione na podstawie znanych praw przyrody, jako "zbiegi okoliczności" zsyłane przez Allaha, np. rozstąpienie się morza jest wyjaśnione jako naturalny odpływ, o którym uprzedził Mojżesza, po którym nastąpił przypływ, który zatopił grzęznące w wilgotnym piasku ciężkie rydwany wojsk faraona.
Brak śladów fanatyzmu i jedynych słusznych prawd, wszystkie poglądy mają logiczne uzasadnienie, widać otwartość na dyskusję. To podejście charakterystyczne dla naukowca, a nie kapłana. Zresztą Muzułmanie byli naukowcami zanim Europejczycy poznali zero oraz teorię heliocentryczną. Ich dawną cywilizację zgubiły bezwzględne walki o władzę.

wtorek, 8 grudnia 2009

Przypadłość aniołów

Właśnie postanowiłem przeczytać Koran od deski do deski, by osobiście przekonać się, co właściwie zawiera. W naszym kręgu kulturowym ta książka jest praktycznie nieznana, o Muzułmanach dominują stereotypy wynikające z całkowitej niewiedzy lub strachu - mają tyle samo wspólnego z rzeczywistością co Polacy jako złodzieje i pijacy oraz Brytyjczycy kibole.
Chociaż to prawda, że Afgańczycy są wojowniczym ludem, lecz wynika to z realiów ich świata. Wiodą prosty wiejski żywot, który zmusza do oswojenia się ze śmiercią, przecież by zjeść rosół muszą osobiście zarżnąć kurę. Na Zachodzie panuje pewne rozdwojenie jaźni, ludzie są oburzeni zabiciem psa dla wytopienia tłuszczu, a następnie idą do supermarketu, by kupić ładnie zapakowane poćwiartowane zwierzę. Są wstrząśnięci surowymi zwyczajami, więc wysłali uzbrojonych po zęby żołnierzy.

Ale nie o śmierci chciałem mówić, lecz o życiu.

W komentarzu do drugiego rozdziału znalazłem ciekawe spostrzeżenie. Otóż aniołowie, w odróżnieniu od człowieka, nie są w stanie odzwierciedlać wszystkich atrybutów Allaha (Jahwe, celowo nie używam słowa "bóg", bo bogów to sobie mieli Egipcjanie, i to najlepszego kamienia). Dlatego zaistniała konieczność stworzenia człowieka, który dzięki wolnej woli może swobodnie wybierać swoją drogę. Trochę to niezrozumiałe, więc pozwolę sobie wyjaśnić.

Zawsze zastanawiała mnie pewna nietypowa dla świata przyrody cecha ludzkości. Otóż wszystkie istoty istnieją w stanie w pełni doskonałym, perfekcyjnie dostosowane do swojego środowiska. Mają swoje miejsce, sprawują jakąś funkcję. Naukowcy wymyślili teorię ewolucji, która jako jedyna spełnia kryteria braku zewnętrznej interwencji, lecz nie bardzo może wyjaśnić obserwacje - nowe gatunki pojawiały się nagle, ni z tego czy owego, przez dłuższy czas istniały w prawie niezmienionej formie, po czym nagle wymierały (prawdopodobnie w naturalnych kataklizmach) i są zastępowane przez nowe gatunki, cykl się powtarza. Nie ma długotrwałej, powolnej ewolucji, tylko mikroewolucja, możliwość dostosowania się do nowego środowiska. Niedźwiedź brunatny i biały żyją w innych rejonach, lecz nadal są niedźwiedziami. Nie ma w połowie niedźwiedzia, w połowie czegoś innego. Nie ma w połowie włosa, a w połowie pióra, jest albo włos albo pióro, żaden ze znanych organów nie jest w połowicznym stanie formowania się. A już próby prześledzenia ewolucji dziobaka to żaden naukowiec się nie podejmie.

Nie inaczej też może być z aniołami. Kiedy ich społeczeństwo potrzebuje jakiegoś anioła-ogrodnika, kucharza czy mechanika, w dużym pudle jakiejś maszyny genetycznej (aniołowie też mają ciała, a jakżeby inaczej) migają lampki i powstaje w nim nowy anioł o ściśle zdefiniowanych cechach - umiejętnościach, wyglądzie i osobowości. I tak jak zwierzę w przyrodzie, spełnia wyznaczoną dla siebie rolę, niczego innego nie potrafi, czy raczej nie chce.

Ludzie są wyjątkami. Pozbawieni wrodzonej wiedzy, są zostawieni sami sobie i muszą szukać swojego miejsca w życiu. Przez co posiadają liczne wady, lecz jednocześnie nieograniczony potencjał, mogą się rozwijać.

Doskonały dom pośród gwiazd, w którym nie ma biedy, cierpienia, strachu i chorób, ma też straszliwy mankament, który go dyskwalifikuje. Nie zdradzę jaki, każdy może się domyślić.
"I nauczył Pan Adama wszystkich nazw, a potem ustawił obiekty tych przed aniołami i powiedział: "Powiedzcie, jak nazywają się te rzeczy, o ile macie słuszność".
Odpowiedzieli: "Ty jesteś święty! Nie ma w nas żadnej wiedzy poza tą, którą nam Ty dałeś. Zaprawdę, Tyś jest Wszechwiedzący, Mądry."
Pan zaś powiedział: "O Adamie, wymień im te nazwy". I kiedy ten powiedział aniołom te nazwy, Pan rzekł: "Czyż nie powiedziałem wam, że to Ja znam tajemnice nieba i ziemi oraz to, co objawiacie i co ukrywacie?"
"
(rozdz. 2, cz.1, wersety 32,33,34)

Ostatnio przypadkiem obejrzałem sobie film pt. "WALL-e" (prod. Walt Disney Pictures). Niby dla dzieci, lecz przecież dzieci go nie stworzyły. Doskonale obrazuje ową ułomność świata, któremu udało się osiągnąć doskonałość. Poniżej zwiastun:


Jakże często ludzie nie doceniają świata, w którym żyją.

--- dodano 10 grudnia 2009 ---
Klucz do zrozumienia drugiego dna filmu - ludzie są również rodzajem maszyn.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Windows linux edition

Tym razem z innej beczki.
Wczoraj zainstalowałem na laptopie Windows 7 Professional, dzisiaj przełączyłem jego interfejs na styl 'Klasyczny Windows', następnie próbowałem skonfigurować połączenie internetowe przez bluetooth i telefon komórkowy (numer GPRS/EDGE to *99#, w Erze pola nazwa i hasło są puste).
Telefon pokazał, że próbuje się z nim łączyć komputer o nazwie "linux-cośtam" (cośtam to losowy zlepek cyfr i liter). Kilka razy się upewniałem, telefon jest sparowany z właściwym komputerem.
Przy próbie połączenia telefonu z innym komputerem z Windows 7 z interfejsem w trybie Aero pokazuje się nazwa komputera, nadana mu podczas instalacji.

Albo mam urojenia paranoidalne, albo to cud, albo natknąłem się na tzw. 'wielkanocne jajo'.

czwartek, 3 grudnia 2009

Szyici i Sunnici

W komentarzach pojawił się wątek o możliwości przejęcia władzy w kraju Zachodu przez duchownego muzułmańskiego. Sprawa nie jest taka prosta, jakby się to mogło wydawać, gdyż ktoś taki nie miałby władzy religijnej nawet wobec połowy Muzułmanów w danym kraju (!).

Wbrew mitom propagowanym przez media, Muzułmanie mają inne sprawy na głowie niż niszczenie Zachodu.
Problem Stanów Zjednoczonych i Izraela leży raczej w aroganckim zachowaniu ich władz, przez co tworzą sobie wrogów. Na Bliskim Wschodzie tak naprawdę nikt nie chce "pomocy" Amerykanów. Irakijczycy woleliby już swojego Hussajna niż marionetkowy rząd i wojska okupacyjne, które strzelają do kogo popadnie. Wbrew propagandzie nie chodzi o pomaganie komukolwiek, władze amerykańskie próbują raczej załatwiać swoje interesy. Te miliardy dolarów, które idą na finansowanie armii, obciążają kieszenie podatników, a więc i "narodu Amerykańskiego", ale jednocześnie trafiają do prywatnych kieszeni wąskich grup "biznesmenów" związanych z przemysłem zbrojeniowym.

Jakoś od 8 lat próbują złapać BinLadena, poszły ogromne pieniądze, zginęło tysiące ludzi, a efektu nie widać. Choć zazwyczaj w przypadku poszukiwania zbrodniarzy angażuje się raczej wywiad, niż armię. Zbierane są informacje, następnie posyłany oddział komandosów i po problemie. Przecież nawet BinLaden nie może całe życie siedzieć w zabunkrowany w jaskini, spotyka się z ludźmi, korzysta z usług lekarza czy dentysty.

Powracając do wątku duchownych u władzy.
Mało chyba znanym faktem jest, że istnieje rozłam w świecie islamu na dwa zwalczające się obozy: Szyitów i Sunnitów.
Problem jest jak w przypadku każdego przywódcy religijnego - nie bardzo wiadomo, czy czcić osobę, czy jej przesłanie. Niby przesłanie jest ważniejsze, ale czcicieli osoby nie brakuje. Przykładem niech będzie szacunek, jakim Polacy obdarzają Jana Pawła II. Kościół Katolicki czci Jezusa jako boga. Nie inaczej jest w świecie islamu.
Mahomet miał bodajże córkę, która miała synów, którzy kontynuowali misję dziadka. W początkach istnienia państw muzułmańskich sprawowali absolutną władzę. Lecz z czasem sytuacja zaczęła się komplikować, były spory o władzę, powstawały też państwa muzułmańskie, którymi nie rządzili władcy z rodu Proroka.
Islam podzielił się na dwa obozy. Szyici twierdzili, że władzę państwową powinni sprawować potomkowie Proroka, Sunnici natomiast, że ważniejsze jest przesłanie Księgi, a powiązania rodzinne władców nie mają znaczenia. Punkt widzenia zależał od punktu siedzenia, kto był przy czyim żłobie tego popierał, a ludność musiała się podporządkować.

Jedna z gałęzi rodu Proroka w XI wieku straciła władzę w Egipcie. Osiedlili się wraz z poplecznikami w górach Iranu, gdzie stworzyli wspólnotę Asasynów. Ich kolejni władcy, zwani "Starcami z Gór", próbowali prowadzić politykę przy pomocy samobójców-zamachowców. Bali się ich wszyscy władcy ówczesnego świata, bo taki zamachowiec mógł przez lata wkupiać się w łaskę króla, by pewnego dnia, nie bacząc na konsekwencje, dokonać zamachu. Albo mogli przybyć z zewnątrz, jako doskonale wyszkoleni wojownicy bez trudu omijali straże i mury. Starcy z Gór przekonywali do współpracy swoich posłańców, obiecując im pójście do raju. W końcu byli potomkami samego Mahometa, więc im wierzono bez wahania. Niektórzy z tych władców mieli wyraźne problemy z psychiką, ostatecznie Asasyni zostali wybici przez Mongołów, gdyż jako jedni z nielicznych nie podporządkowali się władzy potomków Czyngis-Chana.

Ród Proroka nadal istnieje, cieszy się ogromnym szacunkiem wśród Muzułmanów. Jego odgałęzienia nadal sprawują władzę w niektórych państwach. Nie mam pojęcia, jak sprawy mają się współcześnie, straciłem wątek gdzieś w późnym średniowieczu, wiem z całą pewnością, że potomkowie Proroka rozstrzygają spory wśród ludności z gór Afganistanu, sprawują tam władzę duchową, a może nawet plemienną. Dlatego ci nie chcą się podporządkować władzom państwowym.
Działania "terrorystów" i Talibów dziwnie przypominają Asasynów, łączy ich z nimi brak strachu przed śmiercią i przekonanie o pójściu do Raju. W każdym razie przywódca religijny, który coś takiego obiecuje, raczej nie może być nawiedzonym wariatem, nikt by go nie posłuchał. To są jakieś rozgrywki polityczne, na bardzo wysokim szczeblu.

Nie wydaje mi się, by potomkowie Proroka chcieli przejąć władzę na Zachodzie, od czasów Templariuszy żyli w przyjaznych stosunkach z tutejszymi rodami Graala. Nie mają też władzy nad zdecydowaną większością Muzułmanów, zapewne jest to wiele rywalizujących ze sobą rodzin.

środa, 2 grudnia 2009

Tradycja chrześcijańska

Znowu usłyszałem w telewizji, jakoby Muzułmanie byli jakąś odmienną kulturą i religia utrudnia im dostosowanie się do europejskich norm społecznych, więc mnie nosi. Muszę się wypowiedzieć.

Prawa człowieka, równość wobec prawa, prawa kobiet oraz demokracja, nie mają wiele wspólnego z chrześcijaństwem jako takim. Co prawda można w taki sposób rozumieć nauki Jezusa, ale jakoś przez ponad półtora tysiąclecia chrześcijaństwa nikt nie myślał w ten sposób - istniała sobie szlachta, chłopi oraz mieszczanie, każda z grup posiadała inne prawa, obowiązki i przywileje, tortury były powszechną praktyką nakłaniania do zeznań (nawet Kościół je zalecał w słynnej księdze "Młot na czarownice").

W ciągu ostatnich kilkuset lat nastąpiły jednak duże przemiany społeczne. Zaczęło się od wielkich odkryć geograficznych, nowe ziemie przyciągały różnych awanturników i wszystkich, którzy nie mieli na Starym Kontynencie żadnych perspektyw. Później epoka kolonializmu, jednak królowie mieli ograniczoną zdolność sprawowania władzy w zamorskich posiadłościach. Kolonie zyskiwały coraz większą autonomię, aż w 1776 roku ogłoszono Deklarację Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Powstało pierwsze nowożytne państwo demokratyczne i pierwsze w historii, w którym wszyscy byli równi wobec prawa. No, może nie do końca, w USA prawa wyborcze dla kobiet to już chyba lata dwudzieste XX wieku, a zniesienie segregacji rasowej to nawet lata siedemdziesiąte.

Stary Kontynent pozostawał cywilizacyjnie z tyłu, wyjątkami były Rewolucja Francuska oraz wojny napoleońskie. W XIX wieku, erze przemysłu, zaczęły powstawać różne ruchy socjalistyczne i komunistyczne. Większe przemiany nastąpiły wraz z I Wojną Światową.

Koniec lat pięćdziesiątych to wielka afera z czasopismem "Playboy", które ośmieliło się drukować fotografie skąpo odzianych pań. Prokuratorzy szukali haka na jego twórcę, Hugh Hefnera, chcieli go za wszelką cenę wsadzić do więzienia.
Kolejny szok to koniec lat osiemdziesiątych - zespół Aerosmith zrobił coś, co wstrząsnęło całym show biznesem, czyli nagrał teledysk z czarnoskórymi muzykami z zespołu RunDMC. Poniżej ten szokujący materiał filmowy:


Państwa Bliskiego Wschodu stały z boku tych przemian, stąd pewne zwyczaje, które dla współczesnych Europejczyków mogą wydawać się staroświeckie. Lecz nie odbiegałyby zbytnio od kultury europejskiej sprzed raptem kilkudziesięciu lat. Lecz młodzi, wykształceni ludzie z większych miast położonych w tamtym rejonie nie odbiegają od swoich rówieśników z Zachodu.
Gdyby nie choroba psychiczna Jerzego III Hanowerskiego kolonie nie zbuntowałyby się, świat mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

Prawo naturalne?

Właśnie w Edusat oglądałem sobie wykład z filozofii.
Było coś o 'prawie naturalnym', które istnieje niezależnie od poglądów człowieka. Ponoć homoseksualizm jest z nim sprzeczny - zastanawia mnie tylko, czy zwierzę potrafi postępować niezgodnie z naturą. Otóż na ulicach biegają sobie stadka piesków, które czasem zabawiają się między sobą, jakoś nie widziałem wśród nich suczki. Może i homoseksualizm jest sprzeczny z naturą heteroseksualisty, ale nie z naturą homoseksualisty. Po prostu jedni i drudzy tak mają i już. Tak jak kogoś może pasjonować budowanie modeli albo zbieranie znaczków, dla innych takie zachowanie jest kompletnie nonsensowne i niezrozumiałe.
Kolejnym z praw naturalnych miałby być zakaz zabijania. Cóż, zwierzęta często pożerają siebie nawzajem oraz walczą o terytoria, nie robią tego wbrew naturze.

Wszystkie prawa 'naturalne' i 'moralne' w zasadzie zostały zaszczepione ludzkości przez Biblię: zakaz homoseksualizmu, tatuowania się (starsi ludzie nerwowo reagują na tatuaże u młodzieży), zabijania, świadczenia nieprawdy (podczas procesu), kradzieży, zakładania ubrań przeciwnej płci, nakaz szanowania rodziców itd. Tak głęboko zakorzeniły się w naszej cywilizacji, że przyjmujemy je jako coś naturalnego. I wcale źle ludzie na tym nie wychodzą, lepiej niż na podbojach i rabunkach.

Lecz chyba najbardziej potępianą rzeczą w Biblii jest kierowanie się nienawiścią (sprawca nieumyślnego zabójstwa w oczach Jahwe nie był winny, gdyż nie kierował się tym motywem). Koran też nie jest wyjątkiem, wbrew temu co niektórzy chcą w nim widzieć.
Nienawiść to jedyna sprzeczna z naturą cecha, charakterystyczna tylko dla człowieka.

wtorek, 1 grudnia 2009

Zapowiedź

Trochę to dziwne, ale pewne wątki z tego bloga coraz częściej pojawiają się w literaturze i filmach. Niektóre pojawiły się, zanim o nich napisałem, choć o tym nie wiedziałem.

Ostatnio zupełnie przypadkiem obejrzałem film "Zapowiedź" ("Know1ng", Summit Entertainment LLC).
Nie opowiem, o czym jest, bo by nie było sensu oglądać. Poniżej zwiastun filmu:


Ciekawe tylko, co tajemniczy mężczyźni mieli na myśli twierdząc, że ktoś, kto właśnie umarł, jest już bezpieczny. Film tego nie precyzuje.

Nicolas Cage, odtwórca głównej roli, zagrał m.in. w filmie "Skarb Narodów". To o odnalezieniu skarbu Świątyni Salomona, słynnego króla narodu wybranego przez Jahwe, który stał się niedoścignionym wzorcem do naśladowania dla pokoleń żydowskich i europejskich władców. Znowu zbieg okoliczności, a może raczej należałoby powiedzieć "po nitce do kłębka"...